Zakład opieki w Krakowie torturuje ludzi
Są starzy i schorowani. Leżą przywiązani do łóżek. Nie mogą się doprosić kąpieli, posiłku. Nie mają nawet jak wezwać pomocy, bo drzwi do sal są zamykane, a dzwonki alarmowe - wyłączane. Modlą się o szybką śmierć... Taki dramat dzieje się w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym w Krakowie.
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Tę makabrę odkryli dziennikarze "Faktu" i telewizji TVN. Na własne oczy widzieli odleżyny pacjentów i ich brudne, wilgotne od odchodów piżamy. Ci ludzie nie mogą liczyć ani na regularną zmianę pieluch, ani bielizny. "To koszmar! Całe dnie i noce w jednej pozycji. Bez ćwiczeń, bez rehabilitacji. Na pastwę losu nas tu zostawili" - żali się 76-letnia Emilia S.
W rozmowie z dziennikarzami pacjenci potwierdzają, że pielęgniarki zamykają drzwi do sal, by nie słyszeć rozpaczliwego wołania o pomoc. Zgroza jest tym większa, że ten ośrodek dostaje pieniądze z Narodowego Funduszu Zdrowia! "Publiczna umieralnia, a nie zakład opiekuńczy" - mówi Stanisława Błaszczyk, której siostra 27 sierpnia zmarła w tym ośrodku.
Koszmarne męki przeżywa 370 pacjentów na sześciu oddziałach. Ale dyrektor tej placówki bagatelizuje sprawę. "Pacjenci drzwiami i oknami do nas walą. To chyba znaczy, że jest dobrze" - mówi Ryszard Pałka "Faktowi". "A odleżyny są wszędzie, nie tylko u nas" - ucina bezdusznie.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!