Brytyjczycy uczą Polaków kultury
"Plucie na ulicach jest naganne, a podczas przedstawiania się należy uścisnąć rozmówcy dłoń". Brytyjski rząd wydał dokument, w którym poucza Polaków, jak mają się zachowywać na Wyspach - pisze DZIENNIK.
- Senator USA publicznie wyśmiewał Polaków
- Nasi imigranci idą na wojnę z brytyjską prasą
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ruth Kelly, minister w rządzie Tony'ego Blaira oraz szefowa komisji ds. integracji i spójności społecznej - rządowego organu doradczego, postanowiła wychowywać imigrantów zamierzających osiedlić się w Anglii. Minister Kelly twierdzi, że troszczy się, by przybysze "swoim stylem bycia nie odstawali od reszty społeczeństwa". Przygotowała więc dokument zalecający przedstawicielom instytucji publicznych przekazywanie imigrantom decydującym się na stały pobyt w Zjednoczonym Królestwie "zestawu dobrych manier". W zwięzłej formie przedstawia zwyczaje panujące na Wyspach. Dokument ten, sygnowany przez rząd, ujawnił dziennik "Daily Mail".
Przybysze są pouczani między innymi o tym, że plucie na ulicach jest naganne, a podczas przedstawiania się należy uścisnąć rozmówcy dłoń. Muszą przyjąć do wiadomości, że źle widziane jest wpychanie się bez kolejki do autobusu czy okienka na poczcie, a już przyglądanie się obcym ludziom czy podglądanie sąsiadów to zachowania skandaliczne, podobnie jak brak przeproszenia po potrąceniu kogoś na ulicy.
Mimo że w dokumencie nie pada słowo "Polska" lub "Polacy", większość Brytyjczyków kojarzy go z falą przybyszów znad Wisły. Entuzjastyczną recenzję wystawił projektowi dziennik "Daily Mail" (nakład 2 mln egzemplarzy dziennie), który artykuł na ten temat opatrzył zdjęciem Polaków wysiadających z autobusu na londyńskiej stacji Victoria. "Może dla niektórych nasze uwagi brzmią obraźliwie, ale niedostosowanie się do zwyczajów panujących w naszym kraju rodzi konflikty" - tłumaczył rzecznik komisji ds. integracji i spójności społecznej. Nie udało mu się jednak stłumić burzy, jaka rozpętała się wśród imigrantów po publikacji dokumentu.
Nie był to pierwszy przejaw niechęci, jaką minister Kelly darzy imigrantów. Często bowiem zarzuca im, że słabo znają język angielski i nie potrafią przystosować się do zasad obowiązujących na Wyspach. Jako przykład podaje drogowe tablice informacyjne w języku polskim istniejące w niektórych regionach Wielkiej Brytanii. Ich ustawienie pani minister uważa za skandal. "Nie wyobrażam sobie, by publiczne pieniądze wydawać na coś takiego" - mówiła Kelly i zaleciła lokalnym urzędnikom likwidację tablic.
"Mam wrażenie, że ktoś chciał podzielić mieszkańców kraju na lepszych i gorszych, spychając Polaków do kategorii tych gorszych" - dodaje Daniel Tokarczyk, redaktor wychodzącej w Londynie gazety "Polish Express". Polacy są oburzeni informacjami o podręczniku dobrego wychowania dla cudzoziemców. Podkreślają poważny problem, jaki w niektórych miastach, zwłaszcza w Krakowie, stanowią hordy pijanych Brytyjczyków, którzy co weekend przyjeżdżają tylko po to, by pić i demolować nasze puby i restauracje. "Ciekawe, że zasad dobrego wychowania uczą nas właśnie Brytyjczycy, ci sami, którzy na Rynku w Krakowie w środku dnia sikają pod drzewem" - napisała jedna z internautek.
"Mamy bardzo dużo interwencji w związku z zachowaniem turystów angielskich. Tylko w ostatnią sobotę strażnicy musieli interweniować 16 razy. Przykład: trzej pijani Anglicy pod Pocztą Główną tarzali się na trawie, później zdewastowali klomby, powyrywali rośliny" - mówi DZIENNIKOWI Monika Chylaszek-Jarosz, rzeczniczka krakowskiej straży miejskiej.
Niektórzy krakowscy restauratorzy wieszają wręcz kartki na drzwiach lokali, że Brytyjczyków nie wpuszczają. "Obsługa lokalu często musi wzywać straż miejską albo policję, bo
goście z Wysp zachowują się skandalicznie" - dodaje Dominik De Mehlem, właściciel pubu Pod Złotą Pipą. Z kolei Anna Adamska, menedżer pubu Alchemia, dodaje: "Cała ich
oryginalność i poczucie humoru ogranicza się do zaczepiania dziewczyn, pytania ich <how much> i obrażania klientów lokalu" i proponuje: "Może więc na odwrocie
biletów lotniczych powinny być spisane w punktach po angielsku reguły mówiące, jak należy się zachowywać, przyjeżdżając do kogoś w gości".






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!