Tomasz i Hanna Lisowie wygrali z "Super Expressem"
"Super Express" ma przeprosić Tomasza i Hannę Lisów za naruszanie ich dóbr osobistych - orzekł prawomocnie Sąd Apelacyjny w Warszawie. Obniżył jednak z 250 do 120 tys. zł kwotę zadośćuczynienia dla powodów od "SE"; ograniczył też zakres i zasięg przeprosin.
- Komisja Etyki: Hanna Lis nierzetelna
- Hanna Lis napisze książkę
- Tomasz Lis jest wzorowym tatą
- Tomasz Lis pobił Szymona Majewskiego
- Ile zarobił Tomasz Lis? Więcej niż rok temu
- Lis testuje gotowanie na bliskich
- Hanna Lis zastąpi Magdę Mołek?
- Hanna Lis bez programu TVN? Szefowa stacji ujawnia kulisy
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W środę SA częściowo uwzględnił apelację wydawcy i naczelnego "SE", pozwanych przez znanego dziennikarza i jego żonę za serię tekstów tabloidu z lat 2007-2008 r. W marcu br. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał zasadniczą część pozwu Lisów i nakazał pozwanym przeprosiny w wielu mediach oraz zapłatę powodom w sumie 250 tys. zł (żądali 400 tys. zł).
SO uznał, że "SE" uporczywie naruszał dobra osobiste małżeństwa, mając na celu "rozrywkę dla czytelników poprzez ośmieszanie powodów". "Choć powodowie są osobami publicznymi, także mają prawo do ochrony prywatności, o której można pisać tylko, jeśli ma ona funkcjonalny związek z ich zawodowymi obowiązkami" - podkreślił SO.
Nakazał pozwanym przeprosiny, za to, że sprzecznie z prawem rozpowszechniali informacje z życia prywatnego, informacje nieprawdziwe i zdjęcia z życia prywatnego, wykonane niezgodnie z prawem. Oświadczenia miały być opublikowane w "SE" i w sześciu plotkarskich serwisach internetowych (bo przedrukowały one treści "SE"). SO nakazał też "SE" zaprzestanie dalszego naruszania prywatności Lisów oraz ich "śledzenia".
Za naruszające dobra powodów SO uznał większość inkryminowanych publikacji "SE", np. artykuł pt. "Lis jest kiepski w łóżku"; artykuł, że Lis "potrzebuje dentysty" ze zwrotem "zajrzeliśmy do paszczy Lisa"; doniesienia, jak Hanna Lis walczy o alimenty; twierdzenia o rzekomym "staranowaniu" przez nią auta przygodnych ludzi (faktycznie byli w nim paparazzi z jednej z agencji pod jej domem) oraz zarzuty o stronniczość programu Lisa w TVP o pobiciu policjantów przez znanych piłkarzy (według "SE" Lis "bronił chuliganów"). Zdaniem SO, prywatność powodów naruszyły też informacje "SE" o ich domu. SO uznał jedynie, że "SE" miał prawo pisać o zarobkach Lisa w TVP, bo krytykę kierowano wobec zarządu telewizji publicznej.
SA zmienił kilka punktów wyroku SO. Ocenił, że w kwestii "stłuczki" "SE" miał prawo do swych ocen zdarzenia, bo to powódka - jak zeznał świadek uznany przez SA za wiarygodnego - kilka razy uderzyła swym zderzakiem w auto paparazzich. Było wtedy ciemno, a ona - według SO - miała prawo się zdenerwować całą sytuacją, bo dwójka jej dzieci była wystraszona zajściem.
Zdaniem SA "SE" miał też prawo krytykować program Lisa w TVP. "Można odnieść wrażenie, że w programie nieco lepiej byli traktowani piłkarze niż policjanci" - uzasadniał sędzia SA Zbigniew Cendrowski. Słowa "SE" sędzia uznał za realizację prawa do krytyki. Według SA gazeta nie naruszyła też prywatności Lisów, pisząc o ich domu, bo oni sami o nim wcześniej mówili w mediach.
Źródło: PAP

























~czytankafaktu2010-11-18 06:35
teraz przynajmniej wiem dlaczego kupuje Fakt,Dzieki za oświecenie
~Wasilewski792010-11-17 19:36
"SE" i "Fakt", to pisemka dla półidiotów. Nic dziwnego, że mają takie nakłady- wystarczy rozejrzeć się dookoła.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!