Tancerka zwolniona, bo miała raka? Jest finał procesu
Ugodą zakończył się proces w sądzie pracy, jaki tancerka Opery Krakowskiej wytoczyła swojemu pracodawcy o zwolnienie - poinformowano w krakowskim sądzie.
- Czym się różni czapka od spodni? Bezprecedensowy proces o turban
- Jest pierwsza ugoda ws. Smoleńska. "Trudna sytuacja materialna"
- Sąd uniewinnił rehabilitantkę. To nie ona łamała nogi?
- MON dogadał się z rodzinami ofiar CASY
- Zmarła chora, która pozwała NFZ. "To gorzka puenta"
- W niedzielę 50. Międzynarodowy Dzień Teatru
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Opera tłumaczyła zwolnienie tancerki niezadowoleniem z jej pracy; według tancerki rzeczywistym powodem zwolnienia była jej przebyta choroba nowotworowa.
W wyniku zawartej ugody tancerka wycofała pozew o przywrócenie do pracy. Opera zgodziła się, by wypowiedzenie obowiązywało od połowy marca, tj. pół roku dłużej od pierwotnego terminu, zgodziła się także wypłacić wynagrodzenie za ostatnie trzy miesiące, uznając, że tancerka nie miała już wówczas obowiązku świadczenia pracy.
26-letnia tancerka Opery Krakowskiej Emilia L. we wrześniu ub.r. otrzymała wypowiedzenie. Jako przyczynę opera wskazała "niewykonywanie pracy na poziomie dostatecznym z punktu widzenia pracodawcy". Z dokumentacji związku zawodowego wynikało, że powodami wypowiedzenia miała także być absencja i rzekomo niedostateczne zaangażowanie w wykonywanie zadań. Związek zawodowy nie zgodził się na zwolnienie tancerki i wskazał, że absencja związana była z chorobą nowotworową i kontuzją, jakiej doznała podczas pracy w teatrze.
Tancerka odwołała się do sądu pracy. Chciała cofnięcia wypowiedzenia i dalszego zatrudnienia. Jej zdaniem wypowiedzenie było nieuzasadnione, a zarzuty dotyczące pracy nieprawdziwe. Jak podnosiła, rzeczywistym powodem jest absencja spowodowana przebytą chorobą nowotworową. Wskazywała również, że leczenie dostosowywała do potrzeb pracy w teatrze, przesuwała nawet daty ratującej jej życie operacji czy komisji lekarskiej. Pisała też, że poziom jej pracy artystycznej nie odbiegał od poziomu reprezentowanego przez innych członków zespołu.
O sprawie wypowiadała się także w mediach, które informowały o próbach mediacji między nią a dyrekcją opery i sprawę nazywały "walką o godność tancerki".
Mediacje przed procesem nie zakończyły się powodzeniem. Na pierwszej rozprawie w lutym tancerka zmodyfikowała swe żądania - rezygnując z dalszej pracy w Operze Krakowskiej i domagając się odszkodowania w wysokości trzymiesięcznego uposażenia. Sąd wyznaczył wówczas stronom termin do zawarcia ugody.
Do takiej ugody doszło. Tancerka wycofała pozew, a sąd umorzył postępowanie. Postanowienie nie jest jeszcze prawomocne.
Źródło: PAP


























~foka2011-03-29 21:46
ale z drugiej strony mogli się z nią rozstać w sposób bardziej cywilizowany, przecież i tak może długo nie pożyć...
~Drzazga 1012011-03-23 17:38
O Matko, tę babę chyba pogięło: wiedząc, że ma raka, decyduje się pracować jako tancerka, w zawodzie, który związany jest z ogromnym WYSIŁKIEM fizycznym, a ten dla takich osób jest ZABÓJCZY !!! Nikt jej tego nie mówił, czy co ? Teatr dobrze wiedział co robi - to dla jej dobra. Hej !-
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!