Zdaniem publicysty "Rzeczpospolitej" nierównowaga polega na tym, że dominujące media, ośrodki opiniotwórcze są w rękach jednej opcji, bardzo mocno zideologizowanej.

"I one usiłują wypchnąć tę resztę" - mówi Wildstein.

Powoduje to sytuację, że "ogół społeczeństwa nie za bardzo ma swój głos". Przeciwstawia tę sytuację IV RP. Jak mówi, teksty czy wypowiedzi, które mogłyby się pojawiać w jedynie w niszowych publikacjach, "nagle wychynęły na światło dzienne".

Do opiniotwórczych mediów dopuszczani są dziennikarze o określonych poglądach, a ich profesjonalizm - wg Bronisława Wildsteina - ma znaczenie drugorzędne.
Podaje przykład Janka Pospieszalskiego, Ziemkiewicza i własny.

"Istnieje bardzo wpływowa grupa, która usiłuje mnie wykluczyć" - mówi Wildstein w rozmowie z "Wprost"

O drugiej stronie dziennikarskiego światka mówi: - Są między wami głupki, są ludzie cyniczni i są ludzie, którzy mają inne poglądy i mają prawo mieć inne poglądy.