Sprawa dotyczyła wypowiedzi Adamowicza w "Panoramie" TVP3 z 10 maja 2009 r. W czasie rozmowy m.in. na temat manifestacji, która odbyła się kilka dni wcześniej przed magistratem, prezydent Gdańska powiedział, że "Gałęzewski palił opony przed urzędem miejskim i różne nieprawdziwe rzeczy wygadywał". Gałęzewski stwierdził, że na wspomnianej manifestacji opon nie palił, "nie wygadywał też różnych rzeczy" i pozwał Adamowicza za jego wypowiedź.

W grudniu ub.r. Sąd Okręgowy w Gdańsku oddalił powództwo Gałęzewskiego i nakazał mu zapłacić Adamowiczowi koszty, jakie ten poniósł w związku z procesem - ponad 2,7 tys. zł.

Od tego wyroku odwołał się Gałęzewski. We wtorek Sąd Apelacyjny oddalił apelację i podtrzymał decyzję sądu niższej instancji uznając za trafną wcześniejszą argumentację sądu okręgowego. Wtorkowy wyrok jest prawomocny.

Wydając w grudniu ub.r. wyrok w tej sprawie gdański sąd okręgowy uznał, że przewodniczącego stoczniowej "S" rzeczywiście nie było na wspomnianej manifestacji. Jednak sąd zauważył, że Adamowicz nie sprecyzował w swojej wypowiedzi, jaki czas miał ma myśli, a Gałęzewski z całą pewnością uczestniczył w demonstracjach, w czasie których do palenia opon przez związkowców dochodziło.

Sąd uznał też, że powiedzenie o kimś, iż "palił on opony" nie niesie z sobą negatywnej oceny. "A już w żadnej mierze w przypadku przewodniczącego związków zawodowych, bo to jest zachowanie typowe dla związków" - uzasadniała wówczas sędzia Maria Kliszcz.

Sędzia uznała też, że skierowane pod adresem Gałęzewskiego określenie, iż ten "różne nieprawdziwe rzeczy wygadywał", miało charakter opinii wygłoszonej przez Adamowicza. Kliszcz wyjaśniła, że powód i pozwany mieli różne zdania w pewnych kwestiach, w tym w sprawie organizacji obchodów rocznicy wyborów z 4 czerwca 1989 roku. "Pozwany miał prawo stwierdzić, że pewne rzeczy, które na ten temat wypowiada powód, są nieprawdziwe. Nie ma nic nagannego w ocenie sądu w stwierdzeniu, że coś jest nieprawdziwe" - powiedziała uzasadniając grudniowy wyrok sędzia.