Proces w tej sprawie rozpoczął się w czerwcu. Już przed jego rozpoczęciem toczyły się rozmowy obrony z prokuraturą w sprawie dobrowolnego poddania się karze przez Grzegorza K. Obrona proponowała wówczas dwa lata pozbawienia wolności, prokurator domagał się 3,5 roku. Do porozumienia stron wtedy jednak nie doszło.

Jak poinformowała PAP Grażyna Jeżewska z biura prasowego łódzkiego sądu, na środowej rozprawie Grzegorz K. przyznał się do stawianych zarzutów i złożył wniosek o wymierzenie mu kary bez przeprowadzania procesu. Tym razem - według Jeżewskiej - prokurator nie oponował; zgodził się na to także pełnomocnik MPO, które jest oskarżycielem posiłkowym w tej sprawie.

Sąd skazał Grzegorza K. na dwa lata i trzy miesiące więzienia; zobowiązał go także do zwrotu 13 tys. zł wyłudzonych na szkodę MPK i zwrócenia na rzecz Skarbu Państwa ponad 115 tys. zł przyjętych korzyści majątkowych. Sąd jednocześnie zwolnił Grzegorza K. z aresztu, w którym przebywał od kwietnia ub.r. Wyrok nie jest prawomocny.

Sprawa oskarżenia o działania na szkodę spółki została wyłączona do odrębnego postępowania i prawdopodobnie zostanie umorzona. Na ławie oskarżonych zasiada jeszcze sześć osób, w tym b. członkowie Rady Nadzorczej MPO; prawdopodobnie postępowanie wobec większości z nich także zostanie umorzone.

Prokuratura Rejonowa Łódź-Bałuty prowadziła śledztwo w sprawie niegospodarności w MPO od 2006 r. - po zawiadomieniu pracowników spółki, które dotyczyło m.in. nieprawidłowości przy przetargach. B. prezes spółki Grzegorz K. został oskarżony w sumie o sześć przestępstw, m.in. o działania na szkodę MPO i oszustwa.

Zdaniem śledczych chodzi m.in. o nieprawidłowości przy rozliczaniu delegacji i wyjazdów służbowych, wykorzystywanie pracowników i środków MPO do prywatnych celów oraz pośrednictwo innej firmy przy sprzedaży surowców wtórnych.

Według prokuratury K. miał wykorzystywać pracowników i sprzęt spółki do wykonywania różnego rodzaju prac remontowych w mieszkaniu należącym do jego matki oraz w jego miejscu zamieszkania, przygotowywania pomieszczeń, w których odbywał się zjazd Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego i kongres Chrześcijańskiego Ruchu Samorządowego oraz drukowania na sprzęcie MPO materiałów na te zjazdy.

Zdaniem śledczych b. szef MPO przekazał także decyzję w zakresie sprzedaży przez spółkę surowców wtórnych Katarzynie B., która nie była pracownikiem spółki. MPO straciło na tej działalności w sumie ponad 60 tys. zł. Ponad 97 tys. zł spółka miała stracić także na remoncie budynku socjalnego, który przeprowadzany był m.in. bez kosztorysu i planu. Grzegorzowi K. zarzucono także oszustwa na szkodę spółki na ponad 13 tys. zł w związku z poświadczeniem nieprawdy w rozliczeniach kosztów używania prywatnego samochodu do celów służbowych.


Najpoważniejsze zarzuty dotyczą przyjęcia ponad 115,3 tys. zł łapówek oraz ustawiania przetargów. Chodzi o korzyści majątkowe przyjęte od właściciela firmy, która następnie stanęła do przetargu na dostawę kontenerów i pojemników metalowych na odpady komunalne. Kolejny stawiany mu zarzut również dotyczy ustawienia przetargu, tym razem na zagospodarowanie odpadów biodegradowalnych. Prokuratura zarzuciła Grzegorzowi K. także płatną protekcję i wniesienie fałszywych oskarżeń o przestępstwa wobec dwóch pracowników MPO.

Grzegorz K. od kwietnia ub. roku przebywał w areszcie, do którego trafił po złamaniu prokuratorskiego zakazu kontaktowania się z pracownikami MPO. Wcześniej zastosowano wobec niego kaucję w wysokości 30 tys. zł. Groziła mu kara do 10 lat więzienia.

Obok niego oskarżeni w tej sprawie m.in. o pomocnictwo w działaniu na szkodę spółki są: b. członek zarządu spółki Urszula T., której zarzucono także m.in. pomówienie dwóch pracowników, składanie fałszywych zeznań i usunięcie faktur dot. przewozu surowców wtórnych, b. zastępca dyrektora generalnego Jan O., ówczesny przewodniczący rady nadzorczej Paweł J. oraz dwóch członków rady - Jacek W. i Małgorzata D.

Siódmą osobą oskarżoną w tej sprawie jest Katarzyna B. Tej ostatniej grozi kara do ośmiu lat, a pozostałym - do pięciu lat pozbawienia wolności. Oskarżeni w śledztwie w większości nie przyznali się do winy.