Rutkowski zarzuca Olewnikowi pomówienie, dotyczące wyłudzenia ok. miliona złotych. Biznesmen zatrudnił detektywa po porwaniu swojego syna Krzysztofa w 2001 r., w celu wykrycia sprawców uprowadzenia.

Proces ma się rozpocząć 31 sierpnia, kolejne terminy rozpraw wyznaczono do końca listopada.

Rutkowski powiedział dziennikarzom, że będzie domagał się od Olewnika przeprosin i odszkodowania. "Będziemy starali się udowodnić absolutnie winę oskarżonego Olewnika i jego złą wolę, pomawianie, opluwanie publiczne, kłamstwa, które były kierowane pod adresem moim, jak również mojego biura" - oświadczył detektyw. Odnosząc się do wytoczonych wobec Olewnika zarzutów, Rutkowski dodał: "Po raz pierwszy ktoś wskazał palcem osobę, która opluwała ludzi bezkarnie i czas temu położyć kres". "Zbyt dużo pan Olewnik zrobił krzywdy mnie osobiście i moim firmom, żeby nie poniósł za to konsekwencji" - powiedział Rutkowski.

Jak zapowiedział pełnomocnik Włodzimierza Olewnika, mecenas Bogdan Borkowski, będzie starał się wykazać, że jego klient nie pomówił Rutkowskiego, a stwierdził jedynie fakty w oparciu o dowody, którymi dysponował. Borkowski przyznał, że przekonywał sąd, by poczekać z prowadzeniem postępowania z oskarżenia Rutkowskiego wobec Olewnika do czasu zakończenia śledztwa w gdańskiej Prokuraturze Apelacyjnej i ostatecznego rozstrzygnięcia statusu Rutkowskiego w tamtym postępowaniu - prokuratura poinformowała sąd, że w prowadzonym tam postępowaniu Rutkowski nie jest osobą podejrzaną.

"Raz jeszcze wskazaliśmy, że istnieje istotna przeszkoda do prowadzenia tej sprawy (z oskarżenia Rutkowskiego wobec Olewnika - PAP), ponieważ Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku zgromadziła dowody, które obciążają pana Rutkowskiego" - oświadczył Borkowski. Argumentował, że prokuratura podejmuje czasami decyzje merytoryczne dopiero po analizie materiału dowodowego, a nie od razu po wpłynięciu dowodów. Borkowski zaznaczył, że w przypadku, gdyby prokuratura zakończyła postępowanie i nie postawiła Rutkowskiemu zarzutów, "to sprawa porozumienia czy ugody" z detektywem byłaby dla Olewnika otwarta.

Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku wyjaśnia m.in. nieprawidłowości we wcześniejszym postępowaniu, dotyczącym uprowadzenia w 2001 r. i zabójstwa dwa lata później Krzysztofa Olewnika, w tym także okoliczności podejmowanych wówczas przez policję działań.


Według Rutkowskiego chodzi o "szereg wypowiedzi", w których został on pomówiony o wzięcie od Włodzimierza Olewnika pieniędzy, poza kwotą 20 tys. zł zawartą w fakturze wystawionej w październiku 2001 r. za miesięczne usługi detektywistyczne w sprawie porwania syna Włodzimierza Olewnika - Krzysztofa.

Oskarżenie Rutkowskiego wobec Olewnika wniesione pod koniec 2009 r. obejmuje zarzut pomówienia osoby o postępowanie, które może ją poniżyć w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu, a także znieważenia za pomocą środków masowego komunikowania. Grozi za to kara grzywny, ograniczenia wolności lub więzienia do 2 lat.

Olewnik, zeznając w listopadzie 2009 r. przed sejmową komisją śledczą badającą sprawę uprowadzenia i zabójstwa jego syna, oświadczył, że ma dowody na to, iż Rutkowski przyczynił się do wyłudzenia od niego miliona zł. Powołał się na zasłyszaną rozmowę między Rutkowskim a człowiekiem z jego biura, z której miało wynikać, że detektyw o wszystkim wiedział. Z kolei Rutkowski zaprzeczył, by chodziło o milion złotych, a pieniądze wyłudzał informator agencji detektywistycznej Andrzej K., który został skazany za to w 2008 r. przez sąd w Płocku na trzy lata pozbawienia wolności. Rutkowski podkreśla, że Andrzej K. nie był nigdy pracownikiem jego agencji, a sami pracownicy mieli zakaz kontaktowania się z nim.