Służby prześwietlają teraz warte dziesiątki milionów złotych przetargi dla policji, armii czy Biura Ochrony Rządu.

W badanie przetargów na mundury zaangażowane są: prokuratura, Centralne Biuro Antykorupcyjne, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a także służby wojskowe.

– Wszczęliśmy śledztwo dotyczące nieprawidłowości przy kupnie elementów umundurowania dla policji. Doniesienie z CBA o możliwości popełnienia przestępstwa przy zakupach dla Poczty Polskiej jest właśnie analizowane – mówi rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej Monika Lewandowska.

Według agentów Centralnego Biura Antykorupcyjnego w tym drugim przypadku wystarczyło dwóch nieuczciwych menedżerów poczty, aby jedna z firm zarobiła 12 milionów złotych.

– Podejrzewamy, że przymknęli oko na znacznie gorszą jakość dostarczonych mundurów, niż wynikało to ze specyfikacji istotnych warunków zamówienia – mówi jeden ze śledczych.

Z dokumentów, do których dotarł „DGP”, wynika, że doniesienie dotyczy dyrektora centrum infrastruktury poczty i jego zastępczyni w latach 2008 – 2010 oraz przetargu o wartości 38 mln zł na nowe kurtki i spodnie dla listonoszy.


– Te osoby nadal są naszymi pracownikami, jednak nie pełnią już żadnych funkcji związanych z rozporządzaniem majątkiem poczty. Dalsze decyzje personalne będą uzależnione od wyników postępowania prokuratorskiego – mówi „DGP” rzecznik poczty Zbigniew Baranowski.

Agenci CBA napisali w doniesieniu do prokuratury: „zastępca dyrektora CI posiadała informację, że materiał, z którego jeden z wykonawców zamierza wykonać przedmiot zamówienia publicznego, może nie odpowiadać warunkom zamówienia publicznego”. Dzięki posiadanym dokumentom menedżerowie mogli rozwiązać umowę z wykonawcą, żądać kar umownych, jednak nie przekazali ich dyrektorowi Poczty Polskiej. Kolejne partie kurtek i spodni odbierano również bez zlecania badań jakości ich wykonania.

Bliźniaczy mechanizm wykryli w Komendzie Głównej Policji kontrolerzy Najwyższej Izby Kontroli. Ich wątpliwości budził właśnie odbiór zamawianych przez policję towarów.

– Przy odbiorze tylko kilka par butów czy mundurów przechodzi kontrolę jakości. Producenci doskonale wiedzą, że jest to iluzja. Podejrzewamy w centrali policji istnienie korupcyjnego mechanizmu, dlatego złożyliśmy doniesienie do prokuratury – tłumaczy „DGP” jeden z NIK-owców, który brał udział w tworzeniu raportu.


Nieco inny mechanizm budzi podejrzenia służb w przypadku zamówień na mundury dla Biura Ochrony Rządu oraz wojska. Tu wymagania specyfikacji istotnych warunków zamówienia były tak wyśrubowane, że spełniała je tylko jedna na świecie tkanina. Co więcej; dostęp na polskim rynku do tej opatentowanej tkaniny ma tylko jedna firma.

Zdaniem oficera służb specjalnych, z którym rozmawiał „DGP”, kilka firm podzieliło między siebie rynek zamówień publicznych w tej branży. W ten sposób Skarb Państwa traci grube miliony.

Kłopoty z wymianą policyjnych mundurów

Spośród służb jako pierwsza proces wymiany mundurów rozpoczęła policja w 2006 roku. W ten symboliczny sposób minister spraw wewnętrznych Ludwik Dorn chciał zerwać ciągłość z obowiązującym od czasów PRL stalowoniebieskim kolorem mundurów. Rozpoczęło się od falstartu, gdyż projekty kupione u projektanta Bernarda Hanaoki nie wytrzymały krytyki samych funkcjonariuszy. W sumie projekt wymiany pochłonął około 100 mln zł, przechodząc najróżniejsze tarapaty – mundury letnie były dostarczane zimą i na odwrót. W dużych partiach nowych butów zaraz po wyjęciu ich z pudełek odpadały podeszwy.