Do silnej eksplozji domu przy ul. Inwalidów Wojennych doszło w niedzielę wieczorem. Wewnątrz nikogo nie było, budynek był remontowany. Teraz nie nadaje się do zamieszkania - wybuch zniszczył dach i pierwsze piętro, a parter i klatka schodowa spłonęły. Po wybuchu sąsiednie budynki opuściły 22 osoby.

"Wszczęliśmy śledztwo w kierunku sprowadzenia zdarzenia, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach" - powiedziała w poniedziałek PAP Halina Barwinek-Folek z piekarskiego ośrodka Prokuratury Rejonowej w Tarnowskich Górach.

Sąsiedzi już krótko po eksplozji wyrażali opinię, że wybuch gazu mógł nie być wypadkiem, ale celowym działaniem brata właścicielki domu, który jakiś czas temu został stamtąd eksmitowany. Nie zgadzał się na opuszczenie domu i wielokrotnie miał się odgrażać, że go zniszczy.

Wersję o celowym działaniu potwierdza prok. Barwinek-Folek i przeprowadzone na miejscu oględziny. W budynku nie było żadnej instalacji gazowej, ale ktoś włożył gumowy wąż do króćca biegnącego przy domu gazociągu, a drugi koniec zaniósł na pierwsze piętro.

Poszukiwany w tej chwili mężczyzna na początku lipca został eksmitowany z domu, odziedziczonego razem z siostrą po ojcu. Rodzeństwo uzgodniło, że w domu będzie mieszkała siostra. Choć zwróciła bratu część wartości domu, ten jednak nie chciał się z niego wyprowadzić, zapadła decyzja o eksmisji - mówią śledczy.

"Nie chcemy oczywiście niczego przesądzać, ale wersja o celowym wywołaniu wybuchu graniczy z pewnością" - powiedziała prok. Barwinek-Folek. Za takie przestępstwo grozi do 10 lat więzienia.