Odniósł się w ten sposób do spekulacji, jakoby rejestratory przestały działać jeszcze przed zderzeniem samolotu z ziemią na wysokości ok. 15 metrów, z niewyjaśnionych przyczyn.

"Rejestratorów jest kilka, nie są one zsynchronizowane jednym sygnałem czasowym. Mają swoje impulsy czasowe, ale mogą pokazywać czas nieco różny, bo ich dokładność jest taka, jaka jest" - wyjaśniał ekspert.

Jak dodał, w momencie kiedy dane czasowe bierze się z jednego rejestratora, a zapis o funkcjonowaniu urządzeń z drugiego, to "przykładowo dwie sekundy robią kolosalną różnicę". "Przy prędkości opadania rzędu kilku metrów na sekundę te dwie sekundy to może być nawet 15 metrów" - powiedział.

Łojek zaznaczył równocześnie, że komisja ma absolutną pewność, iż rejestratory działały do samego końca, czyli "do momentu zderzenia z ziemią". "Odgłosy z kabiny nagrane zostały do chwili zderzenia z ziemią. Więc teorie, że przestały działać wcześniej, są błędne"