Katarzyna W. połknęła kilka tabletek proszku do mycia naczyń, znajdującego się na wyposażeniu celi. Wezwany lekarz uznał, że nie będzie konieczne płukanie żołądka.

Jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo, znajduje się pod stałym nadzorem - uspokaja anonimowy informator w rozmowie z gazetą.pl. Ponoć przy matce Madzi znaleziono list. Nie wiadomo jednak, co się z nim stało.

Z kolei rzeczniczka służby więziennej zapewnia, że nic takiego nie miało miejsca. - Nie było żadnego zdarzenia z udziałem Katarzyny W. - twierdzi Luiza Sałapa. Z kolei rzeczniczka katowickiej prokuratury okręgowej Marta Zawada-Dybek potwierdziła, że Katarzyna W. połknęła detergent, jednak zapewniła, że areszt nie potraktował tego jako próby samobójczej.

Matka półrocznej Madzi będzie odpowiadać za nieumyślne spowodowanie śmierci swojej córki. Ciało dziecka znaleziono w ruinach budynku kolejowego, przysypane gruzem i przykryte gałęziami. Katarzyna W. twierdzi, że dziewczynka wysunęła jej się z rąk, uderzyła o próg w podłodze i zmarła.

Prokuratura w Katowicach, która dziś ogłosiła wstępne wyniki sekcji zwłok dziecka, potwierdziła, że śmierć nastąpiła w wyniku tępego uderzenia w tył głowy. Dlatego na razie nie zamierza ani zmieniać, ani rozszerzać zarzutów wobec matki.