- Od pierwszych chwil, gdy Madzia pojawiła się na świecie, dawała do zrozumienia, że jej nie chce. Tuż po wyjściu ze szpitala porzuciła córeczkę i zniknęła. Stwierdziła, że nie czuje jeszcze macierzyństwa. Madzią zajmowali się dziadkowie - dodaje znajoma Katarzyny W.

Dziewczyna dodaje, że Katarzyna W. mogła być w depresji poporodowej i nikt jej nie pomógł. – Razem z Katarzyną chodziłyśmy jako nastolatki na spotkania religijne wspólnoty Dzieci Maryi. Poznałam ją tam. Była skryta i zamknięta. Bartek otwarty, towarzyski i opiekuńczy. Przyprowadzał do nas swoją młodszą siostrę na spotkania. Znali się z Kaśką od lat. Potem przyszła wpadka, mieli niezaplanowaną ciążę – opowiada pani Ewelina. – Gdy Madzia się urodziła, Kaśka porzuciła córeczkę i zniknęła na dwa tygodnie. Jak ona to mogla zrobić! Ona nie kochała Madzi. Chciała się jej pozbyć. Miała serce z kamienia – mówi Szewczyn.

Znajomi Katarzyny W. twierdzą, że nie chciała dziecka i nie kochała Madzi od samego początku. Jak opowiadają, córeczka przeszkadzała jej w życiu, a ona chciała jeszcze korzystać z wolności. Szukała swojej drogi, chciała zapomnieć o piekle, które miała w rodzinnym domu. A rodzina, dom i dzieci kojarzyły się jej z alkoholem, biedą i wiecznymi awanturami.

Wszystko wskazuje na to, że Katarzyna W. żyła z piętnem nienawiści do dziecka. – Jej znajomi opowiadali nam, że Kasia w ciąży biła się po brzuchu, chciała w ten sposób wywołać poronienie, by dziecko nie przyszło na świat – twierdzi Krzysztof Markiewicz, dziennikarz śledczy współpracujący z Krzysztofem Rutkowskim.

Katarzyna W. przekonywała śledczych, że gdy doszło do wypadku próbowała nieudolnie w panice ratować córeczkę. Nie potrafiła. Ale nie wezwała pogotowia. Dlaczego? Ze strachu przed odpowiedzialnością? Pozbyła się dziecka, bo jej przeszkadzało? Ukryła swój wyrzut sumienia w parku pod kamieniami i gruzem.