Rzecznik prokuratury, Krzysztof Kopania przypomniał, że prokuratura badała, czy mogło dojść do przedstawienia przez biegłych medycyny sądowej fałszywej opinii co do śmierci opozycjonisty. Jak powiedział Kopania, w wyniku prowadzonego postępowania prokuratura uznała, iż brak jest podstaw do stwierdzenia, że biegli, którzy tę opinię opracowywali, popełnili przestępstwo i przedstawili fałszywą opinię.

Żeby mówić o popełnieniu przestępstwa przez biegłych, należałoby wykazać, że świadomie opracowali nieprawdziwe opinie. Takiego wniosku wyprowadzić się nie da - mówił rzecznik Kopania.

Według śledczych biegli mają prawo do wyciągania własnych wniosków. Fakt, że nie są one zbieżne z oceną stron postępowania, nie przesądza o fałszywości opinii - dodał.

Jak mówił, w ramach śledztwa łódzka prokuratura przesłuchała siostrzenicę Pyjasa oraz wszystkich biegłych medycyny sądowej z Wrocławia, Gdańska i Bydgoszczy. Zapoznała się również z dokumentacją krakowskiego Instytutu Pamięci Narodowej, który prowadził kilka śledztw w sprawie śmierci opozycjonisty.

W ramach ostatniego postępowania w kwietniu 2010 roku odbyła się ekshumacja szczątków Pyjasa. IPN sformułował 22 pytania pod adresem biegłych powołanych do oględzin zwłok. Ich opinia dotarła do IPN pod koniec stycznia ub. roku. Kolejne dwie opinie uzupełniające stanowiły odpowiedzi na dalsze 33 pytania prokuratora. W każdej z nich konsekwentnie i jednoznacznie potwierdzali wersję, że przyczyną śmierci był upadek z wysokości co najmniej 7 metrów.

Z opinią nie zgadza się siostrzenica Pyjasa. Już wcześniej zgłaszała ona zastrzeżenia do ustaleń biegłych. Formułowała je m.in. publicznie podczas pogrzebu ekshumowanych szczątków Pyjasa. Obecny wtedy na pogrzebie prokurator IPN, zastrzegając, że wypowiada się jako osoba prywatna, ocenił, że zarzuty są absurdalne.

IPN zastrzeżenia siostrzenicy opozycjonisty skierował do krakowskiej prokuratury, która wszczęła śledztwo w sprawie utrudniania postępowania IPN poprzez zacieranie śladów przestępstwa, ujawnionych w trakcie ekshumacji szczątków Stanisława Pyjasa. Śledztwo to w lipcu ub. roku zostało umorzone z powodu niestwierdzenia znamion przestępstwa.

Jak poinformowano we wtorek PAP w krakowskim IPN, prowadzący śledztwo w sprawie śmierci Pyjasa oczekują jeszcze na dwie opinie Instytutu Ekspertyz Sądowych. Jedna - daktyloskopijna, spodziewana w marcu - dotyczy badania odcisków palców z poręczy schodów. Odciski pobrano w 1977 roku. Zdaniem milicyjnych ekspertów, wówczas nie nadawały się do odczytania. IPN dysponuje także odciskami Stanisława Pyjasa. Według IPN gdyby odciski z poręczy nadawały się do odczytania, można byłoby np. ustalić, czy Stanisław Pyjas wchodził na schody i do jakiej wysokości.

Druga opinia, zapowiedziana na kwiecień, to opinia z zakresu biomechaniki. Chodzi o zweryfikowanie, czy Stanisław Pyjas mógł spaść za schodów i doznać śmiertelnych obrażeń na klatce schodowej przy ul. Szewskiej 7 w miejscu, gdzie go znaleziono.

Ciało Stanisława Pyjasa znaleziono 7 maja 1977 r. w bramie kamienicy przy ul. Szewskiej w Krakowie. Prokuratura umorzyła wówczas śledztwo, uznając, że zebrany materiał dowodowy prowadzi do wniosku, że wyłączną przyczyną śmierci Stanisława Pyjasa był nieszczęśliwy wypadek spowodowany przez niego samego.

Według ówczesnej prokuratury najprawdopodobniej znajdujący się w stanie poważnego stanu nietrzeźwości student potknął się o nierówności posadzki. To spowodowało nieamortyzowany rękami upadek, utratę przytomności, obrażenia i krwotok, w wyniku którego nastąpiło zachłyśnięcie się i uduszenie - stwierdziła prokuratura.

Dla przyjaciół i znajomych Pyjasa ta wersja okoliczności jego śmierci była od początku niewiarygodna; wiedzieli, że interesowała się nim SB. Śmierć Pyjasa była impulsem do utworzenia w 1977 r. Studenckiego Komitetu Solidarności. Śledztwo wznowiono w 1991 r., a potem jeszcze kilkakrotnie podejmowano i umarzano z powodu niemożności wykrycia sprawców. Według ówczesnych ustaleń prokuratury Stanisław Pyjas został śmiertelnie pobity.