Na grobie tego dziecka tańczą w tej chwili politycy, policjanci i prokuratorzy, a ja zostałem do tego tańca zaproszony. Tylko zaproszony  - uważa Rutkowski.

Oceniając stanowisko policji w sprawie pomocy psychologicznej dla rodziny małej Magdy z Sosnowca, nie zostawia suchej nitki na funkcjonariuszach.

>>>Policja pozywa Rutkowskiego. Oto, co mu zarzuca

Uważam, że nawet jeśli policjanci przyszli, podrzucili te papiery ITAKI, a między te papiery wrzucił tę tzw. pomoc psychologa, żeby ktoś to podpisał, to nie jest próba nawiązania kontaktu. Powinien być policjant wyznaczony do kontaktów z rodziną, który powinien spotkać się ze wszystkimi z rodziny, przekonać ich do stałej obecności w jednym miejscu. My tak zrobiliśmy, ja powiedziałem: to jest Radek, który będzie z wami cały czas, czy tego chcecie czy nie. Dzięki temu wiedzieliśmy, jakie są ich reakcje i mogliśmy ocenić sytuację. Były zarzuty wobec mnie, że my izolowaliśmy rodzinę od policji. To nieprawda  - twierdzi Rutkowski. 

Monika Olejnik pytała także o jego udział w medialnym spektaklu toczącym się wokół śmierci dziecka. Uważałem, że w momencie, kiedy my wskażemy powiedzmy winnego, policja podejmie stosowne czynności  - wyjaśnia Rutkowski i przy okazji ostro krytykuje Mariusza Sokołowskiego, rzecznika komendanta głównego policji.

"Jeżeli pan Sokołowski uważa, że policja zrobiła wszystko w porządku i jest tak super to niech zobaczy co się dzieje w Sosnowcu. Czy pan Sokołowski był w Sosnowcu? Czy komendant wojewódzki, który wyjeżdżał z Katowic do Wrocławia, interesował się w ogóle tą sprawą" - pyta były detektyw.