Przepisy prawa przewozowego dały kontrolerom władzę, której nie przewidywał ustawodawca. Teraz od ich widzimisię zależy, czy zapłacimy jedynie karę za jazdę bez biletu, czy jeszcze dostaniemy grzywnę. Jak to możliwe? Wystarczy, że kontroler poskarży się policji, że próbowaliśmy mu uciec. A do takiego wniosku może dojść, gdy będziemy chcieli np. podejść do ławeczki na przystanku. I nic nie pomogą tłumaczenia – słowo gapowicza przeciwko słowom dwóch kontrolerów. W takim starciu jesteśmy na przegranej pozycji.

Jak dotkliwe może być nadużywanie przez kontrolerów uprawnień, przekonała się jedna z czytelniczek DGP. Zostałam zatrzymana do kontroli. Nie miałam biletu, a także dokumentów, które były zatrzaśnięte w moim samochodzie. Miałam dwa bilety, by pojechać do domu po drugi komplet kluczyków i wrócić. W drodze powrotnej pomyliłam autobusy i musiałam się przesiąść, ale biletu nie miałam już gdzie kupić. Jeden z kontrolerów wyciągnął mnie na przystanek, szarpał i wyzywał – relacjonuje czytelniczka. Opowiada, że czekając na policję, chciała usiąść na ławce na przystanku. Kontroler szarpnął ją za rękę, gdy spróbowała się do niej zbliżyć. Zapłaciła karę, ale po kilku miesiącach została oskarżona o to, że próbowała uciec kontrolerom.

Zgodnie z art. 87b prawa przewozowego próba oddalenia się z miejsca przeprowadzanej kontroli lub miejsca, w którym każe czekać kontroler biletów do czasu przyjazdu policji, zagrożona jest karą grzywny do 5 tys. zł. Ten przepis jest fatalnie skonstruowany. Można go różnie interpretować. W efekcie nie bardzo wiadomo, jak ma się zachować pasażer podczas kontroli, aby nie uznano, że próbuje uciec. Stać na baczność? – ironizuje dr Monika Zbrojewska, karnistka z Uniwersytetu Łódzkiego. Dodaje, że kontrolerzy, którzy nie są funkcjonariuszami publicznymi, nie powinni mieć takich uprawnień. Dają im one dużą władzę nad obywatelem.

Trzymanie pasażera jest bowiem środkiem przymusu bezpośredniego, z którego mogą korzystać jedynie służby państwowe, np. policjanci czy strażnicy miejscy. Takie postępowanie kontrolera z pasażerem może więc zostać uznane za naruszanie nietykalności osobistej. Pasażer ma prawo dochodzić odszkodowania od kontrolera. To jednak może być trudne. Na czynności wykonywane przez policję mogę skierować skargę do komendy. W przypadku kontrolera takiej możliwości nie mam. Ewentualnych roszczeń można dochodzić jedynie na drodze cywilnej – mówi dr Monika Zbrojewska.

A to oznacza, że pasażer sam musi stoczyć walkę z kontrolerem, aby zdobyć jego dane osobowe oraz adres zamieszkania. Są one konieczne, aby złożyć przeciwko napastnikowi pozew o odszkodowanie do sądu cywilnego. Dane z identyfikatora, który kontroler musi okazać podczas sprawdzania biletów, nie wystarczą. Zazwyczaj zamieszczone są tam tylko jego zdjęcie, numer identyfikacyjny, nazwa przewoźnika i data ważności.