Były minister spraw wewnętrznych Janusz Kaczmarek i były prezes PZU Jaromir Netzel dysponują już ekspertyzami potwierdzającymi, że w wyniku działań prokuratury i służb specjalnych ponieśli straty właśnie w takiej wysokości. Dotąd zdążył się rozegrać zaledwie pierwszy akt spektakularnie zapowiadających się procesów cywilnych przeciwko Skarbowi Państwa. Były minister spraw wewnętrznych spotkał się na sali sądowej z prawnikami reprezentującymi warszawskie prokuratury i Ministerstwo Sprawiedliwości. Co ciekawe, byli to adwokaci z trzech różnych kancelarii. To spór cywilny, my specjalizujemy się w prawie karnym. Musieliśmy wynająć, oczywiście za solidnym wynagrodzeniem, prawników z doświadczeniem w takich sprawach – usłyszeliśmy w Prokuraturze Generalnej.

Posiedzenie zakończyło się odrzuceniem przez wszystkie strony sporu wezwania do ugody. Główne pozwy wraz z Jaromirem Netzlem skierujemy wtedy, gdy swoje postępowanie zakończy prokuratura w Rzeszowie badająca, czy działania podjęte przez Centralne Biuro Antykorupcyjne wobec nas były zgodne z prawem – zapowiada Kaczmarek. Biegły, którego wynajął, ocenił jego straty na 5,5 mln zł. Jeszcze wyżej biegły oszacował straty w przypadku byłego prezesa PZU – na 10 mln zł.

W tym przypadku ekspertyza nie jest skomplikowana. Pokazuje, na jakie dochody mógł liczyć Netzel, gdyby bez zszarganego nazwiska opuścił fotel prezesa PZU i wrócił do swojej praktyki adwokackiej. Trudniejsza jest konstrukcja ekspertyzy Kaczmarka. W tym przypadku wyceniona jest utrata „dobrego imienia” oraz zarobków, na które mógł liczyć, gdyby dłużej piastował ministerialne stanowisko. Sądy w Polsce nie praktykują przyznawania tak wysokich sum zadośćuczynienia. Ale tym razem sprawa dotyczy niebanalnych prawników, którzy drobiazgowo przygotują pozwy, więc nie przekreślałbym szans na uzyskanie takich sum. A kwota mnie nie dziwi, gdyż to, co ich spotkało, mogło oznaczać śmierć zawodową, rozpad rodzin czy dożywotnie wykluczenie towarzyskie – komentuje były minister sprawiedliwości i adwokat Zbigniew Ćwiąkalski. Dotąd były minister otrzymał 20 tys. zł odszkodowania decyzją sądu za „oczywiście bezzasadne” zatrzymanie oraz wygrywał sprawy z mediami.

Janusz Kaczmarek latem 2007 r. został zatrzymany na polecenie warszawskiej prokuratury okręgowej, która badała wątek ostrzeżenia Andrzeja Leppera o toczącej się operacji specjalnej CBA. Na multimedialnej konferencji prasowej prokuratorzy przedstawili szereg poszlak wskazujących, że to on mógł być źródłem przecieku. Pokazano wtedy, jak wprost ze spotkania u prezydenta Lecha Kaczyńskiego pojechał na 40. piętro hotelu Marriott, gdzie mieszkał najbogatszy wtedy Polak, czyli Ryszard Krauze. Kolejnym gościem biznesmena był poseł Samoobrony Lech Woszczerowicz, który odwiedził następnie ministra rolnictwa Andrzeja Leppera. Taką drogą Lepper miał się dowiedzieć, że to agenci CBA udający biznesmenów chcą jego współpracownikowi wręczyć 4 mln zł łapówki za decyzję o odrolnieniu ziemi. W hipotezie prokuratury ważną rolę mogły odgrywać zeznania ówczesnego prezesa PZU Jaromira Netzla. Ten jednak nie poszedł na pełną współpracę ze śledczymi i stracił stanowisko szefa spółki. W tej sprawie służby zastosowały ponad 200 podsłuchów. CBA sięgnęło nawet po pomoc wróżki, której zlecono opracowanie profilu psychologicznego Kaczmarka.