To jest kolejny nowy start, któryś raz już się przeprowadzamy - opowiadał Bartłomiej Waśniewski w programie "Rozmowy w toku" Ewy Drzyzgi. I jak dodał, nie jest im łatwo funkcjonować. - Osoby, które zwracają na nas uwagę, są negatywnie do nas nastawione. Wczoraj szedłem wieczorem do apteki, szedł jakiś nawiany chłopak i zaczął się do nas rzucać - przyznał. Dlatego nie chce wypuszczać Katarzyny samej z domu. Boi się o nią.

Dlatego, jak wyjaśniał Bartłomiej, ufarbował włosy. - Nie byłem u fryzjera, sam się ufarbowałem, żebym mógł wyjść z domu po chleb - mówił ojciec półrocznej Madzi.

Jak się ukryć przed myślami? - pytała Ewa Drzyzga. - Nie da się. Pomagają tylko tabletki nasenne - odparła Katarzyna Waśniewska. Jak przyznaje, wciąż budzi się w nocy, by przygotować dla córki butelkę mleka. - Przychodzi kryzys wieczorem, o godzinie 19, w porze kąpania - dodaje Bartłomiej. - Staramy się o tym nie rozmawiać. Porównuję to strupa, którego lepiej nie zdrapywać, bo zacznie lecieć krew - wyjaśnia.

Katarzyna Waśniewska kilkakrotnie prosiła o przerwę. Nie potrafiła powstrzymać łez, musiała wychodzić z pokoju, gdzie realizowano nagranie. Tak było w chwili, gdy rodzice wspominali moment narodzin dziewczynki. - Madzia była owinięta pępowiną, w czasie porodu zatrzymała się jej akcja serca - powiedział Bartłomiej. Przypomniał, że ich córka miała duże problemy ze zdrowiem tuż po narodzinach. - Ochrzciłem ją sam, po czterech albo pięciu dniach, gdy leżała w szpitalu. Miała ciężkie zapalenie całego ustroju - wyjaśniał. 

Pojawiły się też pytania o dzień śmierci Madzi. To był dzień jak co dzień. Następnego dnia mieliśmy iść na rozmowę w sprawie pracy. Madzia miała iść pod opiekę do mojej mamy. Miałam ją spakować na następny dzień, zawieźć wieczorem - relacjonowała Katarzyna Waśniewska. Małżonkowie powtarzali prezentowaną wcześniej wersję wydarzeń: Bartłomiej pomógł żonie znieść wózek, a potem pojechał do sklepu rodziców. Katarzyna wróciła z Madzią do domu, bo - jak mówiła - wzięła za mało pieluch. Wtedy miało dojść do wypadku. Nie wiedziałam, co zrobić. Później wzięłam ją na ręce i tak po prostu mówiłam do niej. Siedziałam na podłodze - tłumaczyła. Przyznała, że nie wie, dlaczego nie zadzwoniła na pogotowie.

Bartłomiej przyznał, że dopóki nie odnaleziono ciała Madzi, nie chciał wierzyć w jej śmierć. Liczyłem się z tym, że Kasia jest w takim stanie, że powiedziała im to, co chcieli usłyszeć - stwierdził. A Katarzyna potwierdziła słowa Ewy Drzyzgi: Nie mówiłaś o tym, nie po to, żeby się to nie wydało, ale po to, żeby to się nie działo.

Katarzyna Waśniewska przyznała, że usłyszała słowo "wybaczam" zarówno od męża, jak i od teściowej. A ty sobie wybaczasz? - pytała prowadząca. - Pewnie to jeszcze długo potrwa - odpowiedziała matka Madzi. Małżonkowie przyznali, że cokolwiek się wydarzy, będą razem. Taką próbę przeżyła nasza miłość, że już chyba wszystko przeżyje - powiedział Bartłomiej. Oboje potwierdzili, że mają świadomość grożącego Katarzynie Waśniewskiej powrotu za kraty. Matka Madzi wspominała dwutygodniowy pobyt w areszcie i to, jak całe więzienie huczało, gdy tylko w mediach pojawiały się nowe doniesienia na jej temat. Byłam z dwoma miłymi kobietami w celi. Jak opowiadały, za co niektóre kobiety siedziały, aż ciarki po plecach przechodzą - opowiadała.

Czy Katarzyna i Bartłomiej Waśniewscy mają plany na przyszłość? Przyznali, że znaleźli już nowe miejsce życia. Na razie jednak nie myślą o kolejnym dziecku. Wiedzą bowiem, że patrzyliby na nie jak na Madzię. Jak przyznali, wciąż nie mogą patrzeć na inne małe dzieci, wzruszenie wywołuje w nich nawet reklama pieluch w telewizji.