Powodem jest to, że sąd rejonowy, ogłaszając wyrok w sprawie b. dyrektorki, nie poprzedził go - jak nakazują przepisy - naradą. Sąd Rejonowy w Olsztynie skazał w czerwcu ubiegłego roku Bożenę M. na karę 3 lat i 4 miesięcy więzienia. Sąd zakazał też jej na 5 lat kierowania placówkami, które dysponują środkami publicznymi, orzekł wobec niej także 30 tys. zł grzywny i przepadek ok. 50 tys. zł uzyskanych z przestępstw.

Apelację od tego wyroku złożył zarówno prokurator, jak i obrońca oskarżonej. Sąd Okręgowy w Olsztynie rozpoznając odwołanie podzielił zdanie obrony, iż to z przyczyn formalnych ten wyrok nie powinien się uprawomocnić. Chodzi o to, że po mowach końcowych sąd rejonowy nie udał się na naradę, ale od razu przystąpił do ogłaszania wyroku.

Według sądu okręgowego przepisy mówiące o tym, iż przed ogłoszeniem wyroku sąd udaje się na naradę, nie precyzują, w jaki sposób ma ta narada przebiegać. W przepisach nie ma mowy, czy sąd ma wyjść z sali sądowej i udać się do innego pomieszczenia, i jak ma ona przebiegać, gdy obraduje skład jednoosobowy- podkreślił sąd.

Ale w przypadku, gdy sąd nie zarządził przerwy i nie odbył narady, można mówić o uchybieniu - podkreślił sąd okręgowy.

Według niego sąd rejonowy rozpoznając jeszcze raz tę sprawę powinien zważyć, czy - oprócz kary bezwzględnego więzienia - zakaz wykonywania zawodu nie jest zbyt surowym środkiem karnym. Poza tym, w ocenie sądu okręgowego, sąd niższej instancji bardzo wnikliwie prowadził postępowanie dowodowe i w tym zakresie nie ma mowy o jakichkolwiek mankamentach.

Bożena M. została nieprawomocnie skazana m.in. za to, że piastując stanowisko dyrektora Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie zażądała od jednej z firm farmaceutycznych, która wygrała w jej szpitalu przetarg na dostawę sprzętu medycznego, opłacenia wyjazdu do USA. "Podczas czternastodniowego pobytu wraz z mężem oskarżona jeden dzień spędziła w tej firmie, reszta to było zwiedzanie oraz odpoczynek na wyspie Aruba" - powiedziała, uzasadniając wyrok sędzia Katarzyna Zabuska i dodała, że na koszt firmy poleciała nie tylko dyrektor szpitala, ale i jej mąż (pełni funkcję dyrektora w jednej z miejskich placówek kulturalnych w Olsztynie - PAP). Sędzia dodała, że podobnych apanaży od tej firmy nie domagał się pracownik żadnego innego szpitala w kraju.

Od przedstawiciela innej firmy farmaceutycznej Bożena M. zażądała opłacenia dwudniowego pobytu w sopockim Grand Hotelu (była tam z rodziną, zajęła dwa pokoje - PAP), od kolejnego handlowca przyjęła warte ponad 2 tys. zł kosmetyki, zażądała też opłacenia ponad 3 tys. zł składki za szpital w Warmińsko-Mazurskim Klubie Biznesu. Była dyrektor szpitala od przedstawicieli firm, którzy dostarczali do jej szpitala sprzęt lub leki, domagała się też kupowania kwiatów i alkoholi.

W czasie śledztwa prokuratura chciała aresztować Bożenę M., ale dyrektor szpitala uniknęła tego ze względu na zły stan zdrowia. Bożena M. konsekwentnie nie przyznawała się do winy. Pobyty w USA czy Sopocie uzasadniała koniecznością podnoszenia kwalifikacji, zdobywania doświadczeń (w USA miała poznawać działanie SOR-ów w nowojorskich szpitalach), czy udziału w konferencjach.

Bożena M., zanim została dyrektorką szpitala wojewódzkiego w Olsztynie, kierowała szpitalem miejskim. W poprzedniej kadencji samorządu była też miejską radną, do czasu tzw. seksafery w olsztyńskim ratuszu należała do klubu "Po prostu Olsztyn", związanego z prezydentem Czesławem Małkowskim. Po aresztowaniu Małkowskiego i rozpadzie tego klubu była radną niezależną.