Czy może Pan wyjaśnić, co zawierała znaleziona w mieszkaniu kartka?

Bartłomiej Waśniewski: Tak. Nie ma żadnej tajemniczej kartki, którą ktoś by miał znaleźć w naszym mieszkaniu. Ktoś coś usłyszał, ale nie do końca sobie zanotował i wyszedł chaos. To nie chodziło o kartkę, lecz o wpis do pamiętnika Kasi. Tego wpisu dokonano jeszcze przed ciążą. To zapiski na zwykłej stronicy pamiętnika mojej żony. Jest tam zapisane, co należy wiedzieć na temat dziecka, nim się go zaplanuje.

Co z zawartością waszych komputerów? Ile ich w końcu zabezpieczono i czy już możecie je odebrać.

B.W:  Na początku policja zabrała dwa moje komputery: ten, który kupiłem kilka dni przed tragedią i drugi, który był zepsuty. Potem zabezpieczono komputer brata mojej żony, laptop mojej siostry i na samym końcu komputer mojego przyjaciela Tomka. Już wiem, ze wszystkie komputery są do zwrotu.

Co prokuratorzy znaleźli w tych komputerach? Portal gazeta.pl informował, że z któregoś z tych komputerów ktoś szukał w Internecie informacji o cenach trumien dla dzieci jeszcze przed śmiercią Madzi.

B.W: Myślę, że jeżeli prokuratura je zwraca, to chyba nic w nich nie znalazła.

Powiedział Pan, że podda się badaniu wariografem i zarzekał się Pan, że upubliczni jego wynik. Minął tydzień i nic. Przebada się Pan na wykrywaczu kłamstw czy nie?

B.W: Tak, chciałem tak zrobić. Ale dowiedziałem się, że badanie na wariografie jest wiarygodne wówczas, gdy się je przeprowadza bezpośrednio po danym zdarzeniu. Z drugiej strony nie mogłem mu się poddać, bo zażywając leki, wynik byłby niewiarygodny. Już raz badanie tym urządzeniem przeprowadzili biegli wynajęci przez biuro pana Rutkowskiego. Pytałem o to ostatnio, gdy byłem na przesłuchaniach w prokuraturze, czy wynik tego badania można by upublicznić, aby wreszcie wszystkim to zobrazować. Prokurator powiedział jednak, ze takiej możliwości nie będzie.

Czy udostępni Pan zdjęcie Madzi wykonane komórką na dwa dni przed jej śmiercią? Zapowiedział Pan tydzień temu, że to zrobi. Na konferencji prasowej sięgał Pan nawet po telefon do kieszeni, ale zdjęcia Pan w końcu nie pokazał. A mogłoby ono uciąć spekulacje, że Madzia zginęła dwa dni wcześniej, a więc 22 stycznia.

B.W: Mam to zdjęcie, ale nie mogę go pokazać. Dowiadywałem się o to w prokuraturze. To zdjęcia może być dowodem rzeczowym w sprawie. Ale jeszcze raz przypomnę, że byliśmy wtedy u moich rodziców na Dniu Babci i Dziadka. Oni widzieli Madzię żywą. Przecież nie kłamią.

Dlaczego zmienił Pan nazwisko i kiedy to się stało?

B.W: Zmieniłem nazwisko dwa lata temu. To moje osobiste powody. Powiem tylko tyle, ze ta zmiana byłą związana z chęcią zmiany nazwiska po moim biologicznym ojcu.

Jakie macie plany na najbliższe dni?

B.W. Żyjemy tutaj (w Łodzi – przyp. red.), czekamy na każdy telefon prokuratury. A w przyszłym tygodniu mam być przesłuchiwany w Prokuraturze Okręgowej w Gliwicach w sprawie pana Rutkowskiego.

Czytaj więcej w "Fakcie":Ona trzyma go w szachu>>>>