To minister pierwszy skontaktował się z Centrum Operacyjnym MSZ. Co wiemy o tym wypadku w Smoleńsku? - pytał Radosław Sikorski. Początkowo myślał, że to tylko awaria i prosił pracowników resortu o kontakt z ambasadorem. O 9.02 oddzwonili do niego urzędnicy. Dzień dobry Panie Ministrze Centrum Operacyjne. Rozmawiałem przed chwilą z szefem konsulatu i z attache w Smoleńsku. Powiedzieli, że z wieży kontrolnej dostali informację, to było 15 minut temu, zdarzenie, że prawdopodobnie samolot zaczepił o drzewa przy lądowaniu i spadł - usłyszał minister. Wyszeptał na to tylko Jezus Maria!.

Sikorski od razu zażądał połączenia z premierem i marszałkiem Sejmu. Pracownicy Centrum Operacyjnego powiedzieli też ministrowi, że informację o wypadku dostali z wieży, a w Smoleńsku się jakieś szaleństwo rozpoczyna.

Minister w kolejnej rozmowie poprosił o listę pasażerów na maila. I tu zaczęły się problemy. Panie Ministrze, tylko że mamy problem. W tej chwili jest naprawa w MSZ, maile nie działają - zawiadamia pracownik resortu. Sikorski ma na to jeden komentarz:cholera. Urzędnicy dodali, że ta awaria to coś poważniejszego. Zostaliśmy odcięci w ogóle, centrala od prądu, powikłania po pogodowej awarii - tłumaczyli. Listę pasażerów wysłali więc faksem. Sikorski wyjaśnił też swym pracownikom, że już rozmawiał z premierem i marszałkiem Sejmu. Osobiście poinformowałem Jarosława Kaczyńskiego - powiedział też szef dyplomacji.