Dymitr Książek, lekarz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego uczestniczył w identyfikacji ofiar katastrofy smoleńskiej w Moskwie. W tym tygodniu ukazał się wywiad z nim w tygodniku "Wprost". Książek ujawnił m.in. drastyczne szczegóły identyfikacji zwłok Marii Kaczyńskiej. Mówił też, o tym, że polskich patomorfologów nie chciano dopuścić do ciał ofiar.

Wywiad wywołał poruszenie w środowisku. Lekarze LPR ze "smoleńskiej ekipy" w ostrych słowach skrytykowali Książka, zarzucając mu złamanie tajemnicy zawodowej.

Zgodziłem się na ten wywiad tylko i wyłącznie dlatego, że mogłem pogadać z Magdą, bo nie uprawia politykierki i w jej oczach widziałem szczerość i wiarę w swoją misję - pisze Książek na facebookowym profilu Magdaleny Rigamonti, która przeprowadziła z nim wywiad.

Zgodziłem się, bo mam dość tej obłudy jednych i drugich, ludzi, których tam nie było, a powinni być, żeby wspierać i przypilnować (myślę, że cała nasza piątka myśli podobnie); zgodziłem się, bo rzygać mi się chce, gdy pseudoludzie bez zasad, szacunku dla rozpaczy odprawiają upiorny taniec chochoła na grobach, z szacunku dla P. Kopacz - tej, która była tam dla tych ludzi, a została brutalnie wciągnięta w brudne rozgrywki, u której widziałem szczere łzy i słyszałem jej szloch... - dodaje.

Książek zachęca "Wprost" do "ciągnięcia tematu": Może wreszcie otrzeźwieją i się zreflektują, i w końcu zmarli zaznają należnego im odpoczynku. Niech będzie - dostanę po dupie, ale powiedziałem to, co powinienem, żebym bez wstydu patrzył w lustro. Dumny z siebie jestem, że się odważyłem - kończy.