Na rok i trzy miesiące więzienia w zawieszeniu skazał katowicki sąd byłego wiceszefa katowickiej delegatury Urzędu Ochrony Państwa Mariusza S. Był on oskarżony o utrudnianie śledztwa w sprawie Centrozapu i przechowywanie w prywatnym komputerze tajnych danych. Zatrzymanie S. w czerwcu 2001 roku wywołało gwałtowny konflikt pomiędzy prokuraturą a UOP. Konsekwencją wzajemnych oskarżeń było zdymisjonowanie ówczesnego ministra sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka Lecha Kaczyńskiego.

O wyroku, który zapadł po niejawnym procesie, poinformował w środę PAP wiceprezes Sądu Rejonowego Katowice-Wschód Michał Dmowski. Sędzia powiedział, że Mariusz S. został skazany za utrudnianie śledztwa, natomiast sprawa przechowywania tajnych danych została umorzona. Poza karą pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata sąd wymierzył S. także grzywnę w wysokości 2 tys. zł.

Był to już drugi proces w tej sprawie. Po pierwszym, w 2006 r., katowicki sąd rejonowy oczyścił S. ze wszystkich postawionych mu zarzutów. Powtórzenie procesu po apelacji prokuratury nakazał Sąd Okręgowy w Katowicach.

Zdaniem prokuratury, w 2000 r. ówczesny wiceszef katowickiej delegatury UOP wydał podwładnym polecenie gromadzenia materiałów niezwiązanych bezpośrednio z prowadzonym śledztwem, a potem polecił wyłączyć te materiały z akt sprawy. Miał też grozić jednemu z funkcjonariuszy wyrzuceniem z pracy w przypadku postawienia zarzutów byłemu prezesowi Centrozapu Henrykowi M. Miał się też spotkać z M. i uprzedzić go, że może zostać zatrzymany.

Kolejny zarzut wobec S. dotyczył przechowywania w domowym komputerze informacji niejawnych, w tym ściśle tajnych, stanowiących tajemnicę państwową. W ten sposób - uznała prokuratura - naraził na ujawnienie tych informacji osobom nieuprawnionym. S. miał trzymać w domu m.in. analizę akt śledztwa przeciw płk. Kuklińskiemu.

Polecenie zatrzymania oficera UOP wydała w 2001 roku gdańska prokuratura, prowadząca wówczas przekazane z Katowic śledztwo przeciwko biznesmenowi z Sosnowca Krzysztofowi P. S. trafił na krótko do aresztu. Po zatrzymaniu S. UOP i prokuratura oskarżały się wzajemnie o łamanie prawa. Sposób potraktowania oficera przez prokuraturę spotkał się w UOP z powszechnym oburzeniem, w jego obronie wystąpili szefowie delegatur Urzędu.

UOP twierdził, że śledztwo w sprawie Centrozapu utrudniała sama prokuratura. Prowadzący je katowicki prokurator miał - zdaniem przedstawicieli UOP - zwlekać 10 miesięcy z decyzją o zatrzymaniu szefów tej spółki. UOP skierował do prokuratury doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez niego, prokuratura jednak odmówiła wszczęcia śledztwa.

Działania prokuratury w tej sprawie skrytykował ówczesny premier Buzek. Minister Kaczyński bronił swoich podwładnych. Jak mówił, "ostro atakuje go fanklub UOP". W liście do Buzka pisał, że premier "w dużej mierze" poparł działania "kwestionujące zasadę praworządności". Dymisjonując Kaczyńskiego, Buzek uznał takie sformułowania za niedopuszczalne.

Po wybuchu afery S. zwolnił się z UOP. Jak podaje gazeta.pl, przed katowickim sądem toczy się inny jego proces, w którym odpowiada za pomocnictwo w wyłudzeniu układu z wierzycielami spółki Gemi.