Takie wnioski wynikają z jednej z niezapowiedzianych wizytacji jednego z ośrodków dla uchodźców, w którym jesienią wybuchł bunt. Irena Lipowicz, Rzecznik Praw Obywatelskich, która rozmawiała z przebywającymi tam osobami przekonuje, że lista rzeczy do zmiany jest długa.

- Jedną z najpilniejszych jest regulamin. Mamy stare regulaminy więzienne, które nie są odpowiednie w tej sytuacji. To nie są przestępcy. Popełnili wykroczenia administracyjne, na przykład zostali zawróceni ze Szwecji, do której próbowali się dostać – wskazuje. I dodaje: Przetrzymywanie dzieci, w takich ośrodkach, jakie widziałam, urąga podstawowym zasadom. Nie musimy tego robić (...). Nie można narażać dzieci na spacerniak, kraty, drut kolczasty. 

Zauważa przy tym, że Polsce nie ma żadnej fundacji, poza jedną lub dwoma, o szerokim zasięgu społecznym, która zajmowałaby się imigrantami. Tymczasem jak podkreśla, Polacy muszą zmienić nastawienie, uświadomić sobie, że dla wielu imigrantów jesteśmy krajem docelowym.

Ludzie uciekają od wojny, biedy, prześladowań, docierają do Polski. Kiedyś to my tułaliśmy się po świecie i przebywaliśmy w obozach przejściowych, typu Traiskirchen. Oczekiwaliśmy wtedy, że tamtejsze społeczeństwo się nami zajmie – mówi. 

W październiku zeszłego roku kilkudziesięciu cudzoziemców protestowało w czterech ośrodkach w Polsce, bo nie otrzymywali informacji w swoim języku, mieli ograniczone możliwości kontaktu ze światem zewnętrznym i niewystarczającą opiekę zdrowotną.