Rzecznik prasowy ministra sprawiedliwości Patrycja Loose potwierdziła, że ministerstwo nad tym pracuje. Rozważane są też rozwiązania dotyczące kontroli sądowej nad najbardziej inwazyjnymi czynnościami operacyjno-rozpoznawczymi, zwłaszcza kontrolą operacyjną.

Wprawdzie w 2008 r. był projekt jednej ustawy o czynnościach operacyjnych, ale padł. – Niewątpliwie tej ustawy nie chciały służby specjalne – przyznaje poseł Jarosław Zieliński (PiS), ówczesny wiceprzewodniczący sejmowej podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia tego projektu. I dlatego prace były spowalniane, aż wreszcie projekt zgodnie z zasadą dyskontynuacji przestał istnieć w poprzedniej kadencji.

Jak twierdzi Zieliński, w rządzącej koalicji nie było woli, by tę ustawę uchwalić. – Nie przypominam sobie, by choć jedno posiedzenie podkomisji odbyło się bez udziału służb i ich ekspertów. Chciałem, aby ustawę pisali posłowie, a nie służby, ale moje wnioski przechodziły bez echa – opowiada.

Poseł twierdzi, że trzeba znaleźć takie rozwiązanie, które z jednej strony zapewni służbom możliwość skutecznego działania, ale z drugiej strony pozwoli na ochronę obywateli przed inwigilacją. Potrzebna jest też rzeczywista, a nie iluzoryczna kontrola parlamentu nad służbami. Ten nadzór może zapewnić zwiększenie uprawnień sejmowej speckomisji, rozszerzenie ich m.in. na wywiad skarbowy, który mógłby się znaleźć w ramach CBA, wgląd w dokumenty operacyjne służb i wprowadzenie zasady, że stanowisko przewodniczącego tej komisji obsadzane jest przez opozycję.

Z kolei prof. Jan Widacki, adwokat, ówczesny poseł LiD i członek sejmowej podkomisji, krytycznie ocenia tamten projekt. – Był zły i został gruntownie zmieniony w trakcie prac w podkomisji, a mimo to wciąż nie był dobry – mówi. Być może więc powody zaprzestania prac nad nim były szlachetne, bo rząd uznał, że uchwalenie złej ustawy przyniesie więcej szkody niż pożytku – ocenia Widacki. Ale on również jest zdania, że prowadzone przez służby czynności operacyjno-rozpoznawcze należy uregulować. Trzeba jednak się zdecydować: czy przygotować jedną ustawę, która będzie uwzględniała różnice pomiędzy służbami, czy też lepiej doprecyzować przepisy dotyczące kontroli operacyjnej w poszczególnych ustawach.

Według Widackiego lepsza musi być też kontrola sądów nad czynnościami operacyjnymi, bo dziś jest ona iluzoryczna. – Wnioskami służb o zarządzenie kontroli operacyjnej, czyli np. o podsłuch lub kontrolę korespondencji, powinny zajmować się specjalne wydziały. Zgody sądu powinno też wymagać uzyskanie billingów i informacji o lokalizacji telefonu komórkowego – komentuje.