Agnieszka Tarasiuk-Tkaczuk w uzasadnieniu wyroku podkreśliła, że wina za liczne poparzenia I i II stopnia przełyku, żołądka, ust i języka chłopca leży po stronie producenta. W opinii sądu zabezpieczenie opakowania było wadliwe i umożliwiało otwarcie butelki przez dziecko. Oprócz tego opakowanie było nieprawidłowe oznakowanie.

- Winna jest firma, która wypuściła na rynek wadliwy produkt, a nie rodzice, którym trudno przecież upilnować dwulatka w sklepie - tłumaczy adwokat Szymon Matusiak. Ze sklepowego monitoringu wynika, że od momentu chwycenia przez chłopca za butelkę do połknięcia żrących granulek minęło 15 sekund. Matka od razu zainterweniowała.

Dla rodziców Adriana wyrok jest niesatysfakcjonujący. Zapowiadają, że będą walczyć o jeszcze większe odszkodowanie i dożywotnią rentę dla syna.

Adrian przeszedł dwie operacje plastyczne, spędził w szpitalu przeszło 100 dni. Wciąż wymaga rehabilitacji: ma problemy z mówieniem.

W październiku 2010 roku prokuratura umorzyła postępowanie przygotowawcze, nie dopatrując się w zajściu znamion przestępstwa. Nie stwierdziła, by zawinili producent czy personel sklepu.