Tymczasem - jak sprawdził w Koroszczynie reporter IAR - nie wszyscy kierowcy tirów powracający zza wschodniej granicy o tym wiedzą. Przyznają też, że po drugiej stronie granicy nie zauważyli niepokoju z tym związanego.

Jednak to nie oni są największym zagrożeniem. O zakazie wwożenia żywności pochodzenia mięsnego doskonale wiedzą a auta, które miały styczność ze zwierzętami poddawane są dezynfekcji i kontrolom.
Gorzej jest na osobowych przejściach granicznych. Mimo, że zakaz przewozu wędlin, mięsa czy nabiału obowiązuje od wielu lat podróżni bardzo często przewożą kanapki lub wędliny.

Dlatego teraz kontrole graniczne są jeszcze bardziej skrupulatne - mówi Informacyjnej Agencji Radiowej rzeczniczka bialskiej Izby Celnej.

Sprawdzamy kabiny samochodów, bagaże podróżnych i przypominamy, że taki przepis obowiązuje - dodaje Marzena Siemieniuk. Na wszystkich przejściach granicznych ustawione są specjalne kosze do których każda osoba posiadająca produkty objęte zakazem wwozu musi je wyrzucić.

Największe zagrożenie przedostania się choroby do Polski występuje ze strony dzików. Są one bowiem bezobjawowymi nosicielami wirusa. Same nie chorując mogą zarażać inne świnie, w tym te hodowlane wśród których śmiertelność jest niemal stuprocentowa. Afrykański pomór świń na szczęście nie zagraża zdrowiu ludzi.