W "NIE" znalazł się rzekomy stenogram rozmowy Donalda Tuska z Grzegorzem Schetyną. Politycy PO, w wulgarny sposób, mieli komentować między innymi stroje innych znanych osób. Donald Tusk żąda przeprosin w mediach.

Czytaj więcej: "Patrz go, jaki ch... opalony", czyli jak Urban Tuska "podsłuchał"

Jerzy Urban tłumaczył dziś w sądzie, że tekst był jedynie żartem. - O ile wiem, to jest pierwszy w dziejach Polski, a może i świata - proces o dowcip primaaprilisowy - mówił. - Choć prawo stoi ponad obyczajem, to jednak prawo obyczaj respektuje - dodał. Jak podkreślił, żart się udał, bo wyobrażenie społeczne o stylu bycia władzy pokrywa się z wizerunkiem przedstawionym w artykule.

Przedstawiciel premiera mecenas Magdalena Witkowska zaznaczyła, że tekst godzi w dobre imię Donalda Tuska i nie ma znaczenia dla sprawy, czy publikacja ukazała się z okazji 1 kwietnia. Jak podkreśliła, zwyczaj nie stoi przed przepisami prawa i nie uchyla ich nawet w takim dniu jak prima aprilis.

Sąd wyznaczył kolejną rozprawę na początek października. Przesłuchany wtedy zostanie, w charakterze świadka, jeden z autorów tekstu.