- Nie potrafił odczytać sytuacji. Spowodował pewne wątpliwości co do konieczności jednoznacznego wypowiadania się w tych sprawach - wyjaśnił arcybiskup Henryk Hoser swoją decyzję.

Jednocześnie, mówiąc o skandalach w swojej diecezji, podkreślał, że to właśnie w jej imieniu przeprasza, a nie za cały Kościół.

W ten sposób hierarcha odniósł się do sprawy księdza Grzegorza K., duchownego skazanego za molestowanie ministranta, który jeszcze kilka dni temu pełnił swoje funkcje w jednej z parafii na warszawskim Tarchominie

- Przepraszam, jeśli sytuacja sprawiała wrażenie, że doszło do próby pomniejszenia, niedostrzeżenia powagi przestępstwa. Z wielką konsekwencją będę prowadził ten proces do samego końca. Po zakończeniu procesu cywilnego rozpoczną się działania procesu kanonicznego - powiedział abp Hoser.

Jednocześnie zapowiedział, że po zakończeniu procesu cywilnego rozpoczną się działania procesu kanonicznego.Przyznał także, że w ostatnim czasie natychmiastowo odwołał dwóch innych duchownych, wobec których pojawiły się wątpliwości. Wówczas jednak sprawa była prostsza, bo chodziło o wydarzenia bieżące.

- To było na przełomie 2012 i 2013 roku. Jeden ksiądz ma proces. Drugi ksiądz dostał dekret odejścia, był młodym księdzem, omal się nie załamał - okazało się jednak, że sprawa była fałszywa - dodał.

W ubiegłym tygodniu ksiądz Grzegorz K., po doniesieniach medialnych, został odwołany z funkcji proboszcza warszawskiej parafii. Stało się to sześć miesięcy po sądowym wyroku pierwszej instancji. Sąd skazał go na rok więzienia w zawieszeniu na 4 lata za inne czynności seksualne.