Już podczas I Konferencji Smoleńskiej prof. Cieszewski wskazywał, że brzoza na zdjęciach wyglądała jak drzewo ścięte znacznie wcześniej niż 10 kwietnia. Jako dowód pokazał fotografię świeżo ściętej brzozy, na której widać było bardzo dużo soków. - Natomiast brzoza w Smoleńsku nie dała żadnych soków, jest zupełnie sucha. To wskazuje, że drzewo zostało zniszczone długo przed tragedią - wskazywał naukowiec.

Zdaniem prof. Cieszewskiego wyrwanie sęków z brzozy także świadczy, że nie ma mowy o zderzeniu z samolotem, ponieważ w czasie zderzenia kontakt skrzydła z drzewem musiałby mieć kilka nanosekund. Dodał, że przy takim kontakcie sęki zostałyby ucięte jak nożem, a nie wyrwane.

Cieszewski opowiedział również o pracach swojego zespołu, któremu dzięki żmudnej pracy udało się ustalić dokładną lokalizację drzewa, które miało spowodować tragedię smoleńską. Pokazał zdjęcia z 11 i 12 kwietnia, które pokazują złamaną brzozę. Z kolei 26 stycznia drzewo stoi całe.

Pokazując fotografie prof. Cieszewski udowadniał, że już 5 kwietnia była złamana. - Drzewo zostało złamane dzień, może dwa wcześniej, ponieważ złamana część jest tuż pod miejscem złamania. Mamy drzewo złamane zaledwie trochę wcześniej. Na zdjęciu widać soki drzewa. Dalej na kolejnych fotografiach widać, że część złamana osuwa się, jest coraz niżej w kolejnych dniach - mówi Cieszewski cytowany przez portal w polityce.pl.

To jest fakt i nie podlega dyskusji. To wynika z analizy zdjęć wykonanych dokładnie w miejscu rośnięcia brzozy. Stworzenie sytuacji, w której ten sygnał satelity mógł zostać zakłócony, jest niemożliwe - dodał naukowiec.