Rzecznik MSZ Marcin Wojciechowski przyznał, że Marcin Suder sam uwolnił się z rąk porywaczy. Dodał, że fotograf miał niebywałe szczęście. Pomoc służb konsularnych w tym wypadku ograniczył się tylko do zorganizowania mu powrotu do kraju. - Cieszymy się, że sprawa zakończyła się pomyślnie, choć najwięcej  szczęścia miał sam Marcin Suder - napisał Wojciechowski w oświadczeniu.

O okolicznościach powrotu Marcina Sudera nadal wiadomo niewiele. MSZ poinformowało, że po tym, gdy Polak uwolnił się z rąk porywaczy - uciekł z Syrii do Turcji. Do kraju, jak informuje MON, powrócił maszyną należącą do wojska. Samolot transportowy C-130 Hercules wyleciał w poniedziałek przed północą do Ankary. Po 12 godzinach wrócił do Warszawy z Suderem na pokładzie.

Wiadomo, że Marcin Suder jest już w domu, z rodziną. Resort dyplomacji zapewnia, że fotoreporter czuje się dobrze i jest zdrowy.

MSZ stanowczo odradza podróżowanie do Syrii, tak dziennikarzom, jak wszystkim polskim obywatelom.

Marcin Suder został porwany 23 lipca w północnej części Syrii. Nieznani sprawcy uprowadzili Polaka z jednego z biur opozycji w prowincji Idlib. Przez wiele dni nie było informacji o jego losie. Minister Radosław Sikorski dwukrotnie mówił w mediach, że Marcin Suder żyje, ale nie chciał podawać szczegółów.

Spekuluje się, że Polak stał się ofiarą wewnętrznych walk między grupami opozycyjnymi. Od wielu tygodni na północy Syrii dochodzi do starć bojówek działających w ramach Wolnej Armii Syrii z grupami związanymi z Al-Kaidą.

W polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych pracował specjalny zespół, który miał doprowadzić do uwolnienia Polaka.