Grupie aktywistów Greenpeace udało się wedrzeć na dach budynku Ministerstwa Gospodarki i w proteście przeciwko polskiej polityce węglowej zawiesili na nim transparent Kto rządzi Polską? Przemysł węglowy czy obywatele?. Resort – tak jak wiele innych obiektów rządowych – jest ochraniany przez prywatną firmę. Wczoraj, niedługo po incydencie, sprawdziliśmy, czy zaostrzono kontrole. Byliśmy zaskoczeni, gdy okazało się, że do budynku można wejść zaledwie po ustnym zapewnieniu, że zmierza się na umówione spotkanie. Bez sprawdzenia, co wnosiliśmy do budynku. Aktywistami Greenpeace lub interesantami mogliby być równie dobrze terroryści. Incydent w Ministerstwie Gospodarki to druga poważna wpadka dotycząca bezpieczeństwa w ciągu zaledwie kilku dni. 11 listopada MSW i podlegającej mu policji nie udało się zapewnić ochrony rosyjskiej ambasadzie, do czego Polska jest zobowiązana konwencją wiedeńską o stosunkach dyplomatycznych.

Wczorajszy scenariusz z udziałem Greenpeace jest niemal podręcznikowym odwzorowaniem tych, które są realizowane przez rebeliantów talibskich w Kabulu. Pod gmachy afgańskich ministerstw zazwyczaj podjeżdża samochód, z którego dokonuje desantu grupa szturmowa. Sam pojazd najczęściej jest wyładowany materiałami wybuchowymi, w które wyposażeni są również szturmowcy. Ludzie Greenpeace też podjechali wynajętą ciężarówką. Jej wysięgnik posłużył do desantu. Ochrona w żaden sposób im nie przeszkadzała. Policja i straż pożarna potrzebowały dwóch godzin na opanowanie sytuacji. Greenpeace jest znany z podobnych akcji na całym świecie. Jednak nikt nie mógł dać wczoraj gwarancji, że przy okazji imprezy, jaką jest szczyt klimatyczny w Warszawie, po prostu wykorzystano styl Greenpeace.

Na pytanie, kto ponosi pełną odpowiedzialność za ochronę placówki, ministerstwo nie udzieliło nam wczoraj odpowiedzi. Wcześniej do podobnych incydentów dochodziło m.in. w Ministerstwie Środowiska, Elektrowni Turów czy kancelarii premiera. W tym ostatnim przypadku pod gmach również podjechał podnośnik, na dach weszło dwóch ludzi, a BOR nie potrafiło ich zatrzymać.

Zawsze mówiłem, że jesteśmy przygotowani do czasu, aż nas sprawdzą. I nas sprawdzili. Czym innym jest teoria, czym innym praktyka. Pytanie, czy to tylko ochrona MG jest taka słaba, czy pozostałych obiektów również. Odpowiedź sama się narzuca – mówi były antyterrorysta Jerzy Dziewulski. – Gdyby ci ekolodzy użyli chociaż jakiejś finezyjnej metody, byłbym skłonny to wybaczyć. Ale oni to zrobili w prymitywny sposób, zupełnie bezczelny, a mimo to ochrona nie zareagowała. To nie może być tak, że ochroniarzom płaci się po 5 zł za godzinę. Bo ma się taką ochronę, za jaką się płaci – dodaje.

Warto przypomnieć, że od stycznia Biuro Ochrony Rządu nie strzeże już Kancelarii Prezydenta, a obecnie wiele jednostek wojskowych jest strzeżonych przez prywatne firmy ochroniarskie, które często zatrudniają emerytów. Latem – o czym pisaliśmy w DGP – z usług ochroniarskich prywatnej agencji zrezygnowało MSZ z powodu, jak mówili nasi informatorzy – incydentów. Jeden z nich przypominał sytuację, która zdarzyła nam się wczoraj w Ministerstwie Gospodarki. Szef pionu bezpieczeństwa w MSZ najpierw nie mógł wejść do MSZ (nie miał go kto wpuścić). Później, gdy ochroniarz się pojawił – wszedł do gmachu bez żadnej kontroli.

Decyzję o ochronie obiektów MSZ przez prywatną firmę Basma Security (za 50 tys. miesięcznie) podjął z powodów oszczędnościowych poprzednik Bartłomieja Sienkiewicza w MSW minister Jacek Cichocki.

Na stronie internetowej firma chwali się długą listą zleceniodawców. Wśród strzeżonych przez firmę budynków jest m.in. Kancelaria Prezydenta RP, Ministerstwo Skarbu, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Ministerstwo Środowiska, Ministerstwo Edukacji Narodowej, Rządowe Centrum Legislacji, Centrum Obsługi Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz kilka jednostek wojskowych, w tym Wojskowe Zakłady Graficzne oraz jednostki wojskowe w Warszawie, Dęblinie czy Mińsku Mazowieckim.

Powinien zostać przeprowadzony audyt systemu ochrony instytucji rządowych. O tym mówi się od lat, ale niestety nikt tego nie zrobił – podsumowuje płk Andrzej Pawlikowski, były szef BOR.