Okoliczności tego wypadku są wyjaśniane przez śledczych.

 Krótko po północy grupa młodych ludzi wyszła na jedną z łódzkich ulic, by "powitać" Nowy Rok. Byli uzbrojeni w kije bejsbolowe, którymi atakowali przejeżdżające auta.

Jednym z nich jechał 67-latek z żoną i 13-letnią wnuczką. Jeden ze świadków twierdzi, że grupa chciała pobierać haracz od kierowców za przejazd.

Wystraszony kierowca najprawdopodobniej chciał uciec - mówi na stronie portalu 24.pl Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury.

Pijana 31-latka miała położyć się pod kołami zaatakowanego samochodu.

Chciała w ten sposób uniemożliwić kierowcy zaatakowanego samochodu odjechanie z miejsca ataku - wyjaśnia Kopania. 

Kobieta była w 9-miesiącu ciąży. Trafiła do szpitala, gdzie zmarła. Dziewczynka urodziła się przez cesarskie cięcie. Lekarze bezskutecznie walczyli o jej życie. Dziecko zmarło w nocy z czwartku na piątek.

Znajomi 31-latki przedstawili śledczym inną wersję zdarzeń. Według niej kobieta przewróciła się i przez przypadek wylądowała pod kołami auta. Ciężarna miała być przez kilkadziesiąt metrów pchana przez samochód. Potwierdziły to oględziny auta.

Prokuratura musi teraz ustalić, czy 67-latek wiedział, że pod jego kołami znajduje się ciężarna kobieta

Sprawdzimy, czy kierowca mógł uniknąć wypadku. Ocena winy w tej sprawie będzie bardzo trudna. Dużo odpowiedzi w sprawie przyczyn i sposobu śmierci da nam zlecona sekcja zwłok 31-latki - powiedział prokurator Kopania.