Znajomi Pauliny twierdzą, że po sylwestrowej imprezie odprowadzili ją pod sam dom. Dziewczyna do mieszkania jednak nie dotarła.

Siedemnastolatkę ostatni raz widziano w pobliżu jej miejsca zamieszkania 01.01.2014 roku około godziny 10:30. Zaginiona jest szczupłej budowy ciała, ma około 165 cm wzrostu długie ciemne kręcone włosy. Ubrana była w zimową kurtkę w kolorze khaki, limonkową sukienkę z czarnymi wzorkami oraz balerinki koloru czarnego - ogłosiła Komenda Powiatowa Policji w Złotoryi.

W poszukiwania Pauliny zaangażowała się jej rodzina i znajomi.  O jej zaginięciu poinformowała na Facebooku siostra, Karolina, która apelowała o pomoc. W Złotoryi pojawiły się też plakaty z informacją o jej zaginięciu. - Wczoraj chodziliśmy pod domach, rozwieszaliśmy ogłoszenia. Z tego co wiem, to ludzie zaczęli reagować i dzwonić na policję - powiedział w dziennik.pl Tomasz Bajowski, ojciec Pauliny.

Nic specjalnego, zachowywała się jak normalna nastolatka - mówił ojciec Pauliny Bajowskiej.

Po tym, jak jej nie ma, to ja już 15 teorii w głowie mam, ale nie ma sensu o nich mówić, bo każdy człowiek myśli inaczej - powiedział Bajowski.

Po południu pojawiła się informacja, że 17-letnia Paulina odnalazła się.

Przyjechał jakiś gość od Rutkowskiego, powiedział, że chce pomóc. Przyszedł też jakiś chłopak z ojcem i powiedział, że wie, gdzie jest Paulina - opowiadał w TVN24 ojciec dziewczyny. Natychmiast pojechali pod wskazany adres. - Weszliśmy do domu, przelecieliśmy przez całe mieszkanie. Córka zamknęła się w łazience. Gdy weszliśmy, kuliła się - relacjonował Tomasz Bajowski. - Córka jest w bardzo złym stanie psychicznym. Wystraszona i nie chce rozmawiać.

Nie wiadomo, co działo się z dziewczyną od Nowego Roku. Jak podaje TVN24, powołując się na słowa jej ojca, "przebywała w cudzym mieszkaniu".