16-letni Sebastian tydzień temu powiesił się w łazience Miejskiego Centrum Interwencji Kryzysowej w Suwałkach. Trafił tam po tym, jak wraz z matką i trójką młodszego rodzeństwa musiał wyprowadzić się z wynajmowanego mieszkania. Jako że rodzina nie miała gdzie się podziać, umieszczono ją w MCIK. Dzieci zaś - zgodnie z decyzją sądu - miały trafić do placówek opiekuńczych, najmłodsze - do rodziny zastępczej. 

Marek Michalak, który pojechał do Suwałk, stwierdził w TVP Info, że na chłopca i jego rodzeństwo powinna w MCIK czekać pomoc psychologiczna. Tej jednak zabrakło, a do Sebastiana, który dźwigał na sobie ciężar dbania o rodzinę, docierały jedynie szczątkowe informacje. - Punkt interwencji kryzysowej bez psychologa nie ma racji bytu, bo to nie jest to tylko hostel, gdzie ktoś daje klucze i te klucze odbiera, tylko tam powinna być pomoc - tłumaczył. Dodał, że pierwszy psycholog, który rozmawiał z rodziną, to ten, którego on zabrał ze sobą z Warszawy.

Sprawę bada prokuratura, sam rzecznik również - jak mówił - zebrał sporo materiału, który będzie teraz analizował. Śledczy sprawdzają m.in. czy prawdą jest, iż 16-latek zapowiadał, że jeśli zostanie zabrany do pogotowia opiekuńczego, to coś sobie zrobi.

CZYTAJ WIĘCEJ: Donald Tusk winny samobójstwa chłopca? Kłótnia posła PiS z Moniką Olejnik >>>