Łódzcy śledczy uznali, że ciężarna 31-latka sama położyła się na drodze, by zatrzymać samochód, który potem zaatakowali jej koledzy - ustalił RMF FM. Prokuratura nie postawi więc kierowcy żadnych zarzutów za to, że potrącił kobietę, w wyniku czego ona i jej córeczka zmarły. 

Cała sprawa wydarzyła się 1 stycznia. Mężczyzna odwoził rodzinę po pokazie fajerwerków. Na ulicy Wojska Polskiego w Łodzi, samochód został zatrzymany przez grupę pijanych mężczyzn, którzy zaczęli uderzać w auto kijami bejsbolowymi. Gdy próbował uciec, potrącił pijaną kobietę. Wersję wydarzeń mężczyzny potwierdzają oględziny samochodu i film, nakręcony przez świadka.