Bartosz Arłukowicz poinformował na konferencji prasowej, że złożył wniosek w sprawie tymczasowego zawieszenia ordynatora do marszałka województwa kujawsko-pomorskiego. Minister wyjaśnił, że decyzję taką podjął po pierwszym, wstępnym etapie kontroli włocławskiej placówki. Arłukowicz zastrzegł przy tym, że o wiele za wcześnie jest, by mówić o odpowiedzialności konkretnej osoby za śmierć dzieci. - Przyczyny tej tragedii - dodał minister - zostaną gruntownie zbadane.

Śledztwo w sprawie śmierci dzieci wszczęła prokuratura. Na zlecenie ministra zdrowia w szpitalu pracuje też komisja złożona z konsultantów krajowych i wojewódzkich ginekologii i położnictwa, jest przedstawiciel Izby Lekarskiej i prokuratury krajowej. 

Dyrekcja włocławskiego szpitala, gdzie zmarły bliźniaki, twierdzi że nie ma dowodów, by zawinił tam "czynnik ludzki". Jednocześnie zastrzega, że trzeba czekać na wyniki kontroli.

Według ojca dzieci w szpitalu doszło do zaniedbań, które doprowadziły do śmierci nienarodzonych bliźniąt, między innymi nie było komu przeprowadzić badania USG.

Dyrektor szpitala Krzysztof Malatyński mówił, że w szpitalu jest 13 aparatów USG i nie ma problemów z przeprowadzeniem badań. Jednocześnie nie potrafił jednoznacznie stwierdzić, czy doszło do tego badania w przypadku matki zmarłych dzieci. - To czy było wykonane badanie USG właśnie w tej chwili kontrolują biegli - podkreślił. Dodał przy tym, że USG zostało przeprowadzone kilka dni wcześniej.

Malatyński podkreślił, że jego szpital nie prowadzi swojego postępowania i czeka na wyniki prowadzonych kontroli i postępowania prokuratorskiego. Dodał, że na teraz nie można nikomu nic zarzucić, a z informacji, jakie płyną od konsultanta krajowego, nie wynika, że mógł zawinić "czynnik ludzki". To jednak musi rozstrzygnąć sekcja zwłok i postępowanie prokuratorskie.