Ninę Andrycz, w imieniu środowiska teatralnego, żegnali m.in. prezes Związku Artystów Scen Polskich Olgierd Łukaszewicz, dyrektor Teatru Polskiego w Warszawie, w którym artystka stworzyła ponad 100 ról, Andrzej Seweryn oraz aktor Ignacy Gogolewski.

Odczytano także list ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego. "Żegnamy dziś królową sceny Teatru Polskiego, należała do grona wielkich aktorek, które do współczesnego teatru przynosiły dawną tradycję sceniczną" - napisał minister.

W ostatniej drodze Ninie Andrycz licznie towarzyszyli przyjaciele z Teatru Polskiego, z którym aktorka związała swoje życie zawodowe i w którym grała z przerwą na okres wojny od 1935 roku. Dyrektor sceny Andrzej Seweryn podkreślał, że Nina Andrycz była świadkiem 100-letniej historii Teatru Polskiego i była wierna zawodowi, który uprawiała bezkompromisowo. Jarosław Gajewski, dyrektor artystyczny Teatru Polskiego w rozmowie z IAR dodał, że Nina Andrycz traktowała tę scenę jak własny dom. Według aktora, Andrycz stawiała nawet aktorstwo ponad wartości rodzinne. Sama bohaterka mówiła, że jako artystka "rodzi role, a nie dzieci". Aktorka zagrała ponad sto ról.

Widzowie, którzy przyszli ją dzisiaj pożegnać, pamiętają ją głównie jako odtwórczynię postaci władczyń, królowych, arystokratek i dam. Nina Andrycz grała też w Teatrze Polskiego Radia oraz Teatrze Telewizji, gościnnie występowała między innymi w Starej Prochowni i Teatrze na Woli. Znana była również jako autorka tomików poezji i powieści oraz prywatnie - jako żona premiera PRL, Józefa Cyrankiewicza.

Nina Andrycz od lat zaangażowana była w działalność charytatywną. W testamencie swój majątek zapisała fundacjom dobroczynnym, w tym Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy.