Takie są szacunki ekspertów, z którymi rozmawiał DGP. Próba przyłączenia Krymu do Rosji uświadomiła państwom NATO z byłego bloku wschodniego konieczność podwojenia wysiłków na rzecz unowocześnienia sił zbrojnych. Polskie wojsko właśnie przechodzi proces modernizacji. Jednak nawet po jego zakończeniu agresję ze Wschodu będzie w stanie zatrzymać przez kilka czy kilkanaście dni. Policzyliśmy, ile kosztowałoby stworzenie armii zdolnej dać nam więcej czasu.

– Armia rosyjska jest armią masową, ma dużą liczbę żołnierzy. W razie konfliktu mamy za mało żołnierzy wojsk lądowych, ok. 40 tys., z czego bojówka to ok. 15 tys. ludzi. Powinno ich być co najmniej cztery razy więcej. Ale nawet wtedy na dłuższą metę sami sobie nie poradzimy. Po prostu Rosja ma dużo większy potencjał niż my – mówi gen. Waldemar Skrzypczak.

Jeśli mówimy o armii zdolnej do zatrzymania przeciwnika na dłużej niż tydzień, to potrzeba nam także więcej transporterów opancerzonych.

Dziś podstawą jest to, by żołnierze mogli się szybko przemieszczać i jednocześnie razić przeciwnika. Powinniśmy postawić na rozwój wysoce mobilnych zmechanizowanych związków taktycznych – tłumaczy Karol Nowicki z Military and Defence Magazine.

Nawet jeśli uznamy, że mamy wystarczającą liczbę czołgów, to lekką ręką można wydać kilka miliardów na kołowe transportery opancerzone, bojowe wozy piechoty, wozy dowodzenia itd.

Powyższe szacunki, które nie uwzględniają wielu dziedzin, jak choćby systemy dowodzenia, nowe uzbrojenie samolotów, śmigłowce itd., pokazują, że nasza obecność w NATO wydaje się być w tym momencie bezcenna.