Ale, choć domagał się za to 5 mln zł odszkodowania i zadośćuczynienia, to sąd przyznał mu niecałe 300 tys. zł, w tym 79 tys. 600 zł odszkodowania za poniesioną szkodę i 200 tys. zł zadośćuczynienia za doznaną krzywdę.

- Paweł Guz nie z własnej woli znalazł się w centrum zainteresowania medialnego jako osoba naznaczona piętnem zabójcy znajomego. Sąd uznał, że taka kwota będzie adekwatna i zrekompensuje doznane krzywdy i dolegliwości, oczywiście na tyle, na ile sama kwota może zadośćuczynić doznanym krzywdom moralnym - mówił sędzia.

Poszło o wydarzenie jeszcze z 2007 roku, kiedy w lesie na Lubelszczyźnie odkryto zwłoki młodego mężczyzny, właściciela warsztatu samochodowego. Miejsce ukrycia zwłok wskazał Krzysztof P, potem obciążył Guza, przekonując, że ten pomagał mu w zbrodni.

Guz nie przyznawał się do winy od początku, przedstawił alibi i przekonywał, że został przez policję wyciągnięty z łóżka.

Teraz deklaruje, że będzie walczył dalej i chce iść do Strasburga.

- Nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać z kwoty, którą dostałem - skwitował w wypowiedzi dla Gazeta.pl.