- Dziennie dzwoni do nas pięciu-sześciu klientów, którzy chcą, by sprawdzić, czy przypadkiem ktoś im nie założył podsłuchów - opowiada Michał Hola, były funkcjonariusz Agencji Wywiadu, który prowadzi MadCoins - firmę zajmującą się bezpieczeństwem przedsiębiorstw. - Wcześniej mieliśmy takich telefonów zaledwie kilka w miesiącu. Wszystko zmieniła publikacja rozmów podsłuchiwanych polityków - dodaje.

Poza większą liczbą potencjalnych klientów, rozszerzył się katalog branż, które są zainteresowane poprawą swojego bezpieczeństwa. O ile wcześniej były to głównie banki, firmy ubezpieczeniowe czy telekomy, to teraz prawie połowa zgłoszeń pochodzi z szeroko rozumianej logistyki i transportu oraz z obszaru energetyki. Także branża IT oraz firmy inwestujące w innowacje postanowiły o siebie zadbać.

Ile to kosztuje? Już za mniej niż dwieście złotych można kupić urządzenie, które powinno wskazać, czy w danym pomieszczeniu nie ma ukrytych podsłuchów. Jednak poczucie bezpieczeństwa wynikające z posiadania takiego sprzętu może być złudne.

Kilka dni temu zgłosiła się do nas firma, która chciała, by dokładnie sprawdzić ich kilkupiętrowe biuro. Powierzchnia - prawie tysiąc metrów kwadratowych. Klientowi zależało na czasie. W tym wypadku, ze względu na specyfikę zamówienia, koszt całej operacji wyniósłby ponad 200 tys. złotych - wylicza Hola. Dlaczego tak dużo? - Do wykrywania podsłuchów wykorzystuje się nie tylko specjalistyczny sprzęt, ale podstawowym działaniem jest sprawdzenie sieci i oprogramowania oraz sprzętu komputerowego, urządzeń biurowych i telefonów. Tak duże operacje zawsze muszą wynikać z wcześniejszej analizy i być ściśle powiązane z polityką bezpieczeństwa firmy - wyjaśnia.

Ale nie każdy chce tak kompleksowego sprawdzania. - Oczywiście jest drugi biegun i znacznie częstsze są zlecenia kosztujące od zaledwie kilkuset złotych do kilku tysięcy. Wyższa cena powinna być uzasadniona lub wzbudzać wzmożoną czujność - opowiada Hola.

Ale nawet jeśli już wykryje się podsłuch, to trzeba się zastanowić, czy czasem nie warto go na jakiś czas zostawić i ewentualnie podsłuchującą konkurencję wyprowadzić na manowce, tak by to ona ponosiła straty. Przykład z branży transportowej: firma A znalazła u siebie podsłuch, ale go zdemontowała dopiero po kilku dniach. Wiedząc, że są podsłuchiwani, jej pracownicy zasugerowali, że jeden z pozornie nieopłacalnych kontraktów, o który wcale nie zamierzali się starać, może być bramą do kolejnych intratnych zleceń. Licząc na przyszłe zyski, firma B bezrefleksyjnie przyjęła zlecenie, na którym w konsekwencji jeszcze straciła.

Inną kwestią jest to, że jednorazowe sprawdzenie, czy w danym przedsiębiorstwie nie ma zainstalowanych podsłuchów, tak naprawdę na dłuższą metę niewiele daje. – Pokazuje tylko, czy w danym momencie ten podsłuch jest, czy nie. Ale jeśli nie wprowadzi się odpowiednich procedur zabezpieczających, to nawet jeśli go nie było w momencie sprawdzania, może się pojawić kilka dni później – wyjaśnia Michał Hola.

Dlatego często nie warto wydawać pieniędzy na usługę wykrywania podsłuchów. Bardziej efektywne i tańsze mogą być szkolenia pracowników i wprowadzenie odpowiednich procedur, które utrudnią podłożenie pluskwy.

ZOBACZ TAKŻE: Podsłuchy w knajpach straszą polityków od lat i... dobijają restauracje >>>