Biorąc pod uwagę wyniki kilku poprzednich plebiscytów samorządowych można być niemal pewnym, że jesienią nawet co trzeci obecnie sprawujący władzę wójt, burmistrz i prezydent miasta straci stanowisko. I choć oficjalne ogłoszenie daty wyborów nastąpi między 21 lipca a 21 sierpnia, przedwyborcza gorączka już trwa, a na scenie pojawiają się kolejni kandydaci idący po władzę.

W tym roku prawdziwe wyborcze zagrożenie dla doświadczonych samorządowców może przyjść nie ze strony ich politycznych rywali, ale młodych 20 i 30-kiluletnich mieszkańców, zawiedzionych dokonaniami władzy i chcącymi przejąć stery w mieście. W tym celu aktywiści łączą siły i utworzyli Porozumienie Ruchów Miejskich, które wystawi swoich kandydatów w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Gdańsku, Toruniu i Płocku.

Hipsterka na czerwonym rowerze

Młodzi, niezależni kandydaci potrafią wzbudzać nie mniejsze emocje niż urzędujący prezydenci. Najlepszym tego przykładem jest Joanna Erbel, walcząca o miejsce w warszawskim ratuszu. To 30-letnia socjolożka miasta związana ze środowiskiem Krytyki Politycznej. Określana mianem „lewicowej hipsterki”, znana m.in. z angażowania się w ruchy lokatorskie, akcji społecznych dotykających problematyki przestrzeni miejskiej czy obrony baru Prasowy przy ul. Marszałkowskiej, popularnego wśród różnej maści aktywistów. 

Znak charakterystyczny Joanny Erbel? Stary, czerwony rower miejski, którym porusza się po mieście i który – jak się zdaje – wypełnia wszystkie standardy rowerowej hipsteriady. Jeszcze oryginalniejszy jest temat doktoratu Joanny Erbel, o którym czytamy na stronach Krytyki Politycznej: „rola aktorów nie-ludzkich w przemianie przestrzeni miejskiej”. Joanna Erbel jest znana Warszawiakom. Odbierając w tym roku nagrodę stołecznej „Gazety Wyborczej” za działania na rzecz Warszawy, pojawiły się komentarze, że red. Adam Michnik robi jej darmową kampanię wyborczą.

Pikanterii kandydatce dodaje też fakt, ze otwarcie przyznaje się do poliamorii (utrzymywanie kilku relacji miłosnych na raz).

- Rok temu miałam operację wzroku. W ramach rekonwalescencji siedziałam w domu. Zadzwonił do mnie kolega, chciał się umówić na wino i pogadać. Opowiadał, że ze swoją dziewczyną postanowili otworzyć związek. Podobał mi się. Wylądowaliśmy w łóżku. Tak zaczęła się moja przygoda z poliamorią. Miałam wtedy dużo czasu, który spędzałam z nim, z jego dziewczyną lub moim byłym chłopakiem, z którym miałam romans - opowiadała Erbel w "Newsweeku".

Spryciarz czy społecznik?

Czarnym koniem w wyborach w Krakowie może się okazać Tomasz Leśniak. To on, jako lider inicjatywy Kraków Przeciw Igrzyskom, najwięcej zyskał na zamieszaniu wokół organizacji zimowej olimpiady w stolicy Małopolski. Choć sam nie do końca wierzy, że zdobędzie fotel prezydenta, to jednak swoimi działaniami blokującymi pomysł igrzysk w Krakowie i tak już mocno zachwiał pozycją rządzącego miastem od 12 lat Jacka Majchrowskiego. 

Coraz mniej pewni siebie miejscowi politycy pokątnie nazywają 28-letniego socjologa i politologa UJ populistą, który lubi brylować w mediach. Mimo to niektórzy liczą na jego poparcie m.in. kandydat niezależny Sławomir Ptaszkiewicz czy poseł Twojego Ruchu Łukasz Gibała. Bezskutecznie.

Ale wokół Leśniaka w ostatnich dniach pojawiły się kontrowersje. W czasie protestów przeciwko igrzyskom olimpijskim w Krakowie otrzymał propozycję pracy w miejskiej jednostce Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK.

– Od razu uzgodniliśmy, że zacznę pracę dopiero po rozstrzygnięciu referendum w sprawie igrzysk, czyli po 24 maja – tłumaczył się Leśniak.

Dziś pojawia się coraz więcej pytań o to, ile w nim społecznika i aktywisty, a ile sprytnego polityka. Zwłaszcza, że przedstawiciele innych inicjatyw społecznych takich jak Krakowski Alarm Smogowy czy Kraków Miastem Rowerów dystansują się od jego politycznych planów.

Eko-terrorysta

O mandat radnego w Gdańsku stara się Tomasz Dziemiańczuk, 37-letni absolwent psychologii na Uniwersytecie Gdańskim i Studium Menadżerów Kultury w Szkole Głównej Handlowej, ale przede wszystkim – aktywny działacz Greenpeace, o którym również było głośno.

We wrześniu ubiegłego roku wraz z grupą ekologów usiłował wedrzeć się na platformę wiertniczą Gazpromu na Morzu Batentsa. Po interwencji rosyjskiej straży przybrzeżnej Dziemiańczuk spędził ponad sto dni w tamtejszym więzieniu, które opuścił w grudniu ub.r. na skutek amnestii. 

Aktywista dołączył do nieformalnej grupy Gdańsk Obywatelski złożonej z lokalnych działaczy i radnych rad dzielnic, którym przewodzi Ewa Lieder, przewodniczącą zarządu rady dzielnicy Wrzeszcz Dolny mająca ambicję zostać prezydentem miasta. Dziemiańczuk nie ukrywa, że jednym z jego priorytetów będzie szerzenie świadomości ekologicznej wśród mieszkańców.

Pan księgowy

Priorytety kandydatów bywają dużo ostrzejsze. „Żądamy rozwiązania problemu koczowiska Cyganów na ul. Kamieńskiego i problemu żebraków w centrum miasta” – z takimi dość oryginalnymi postulatami ujawnił się jeden z 27-letni księgowy Tomasz Owczarek i autor inicjatywy „Wrocław zasługuje na więcej”.

Poparcia dla swojego komitetu wyborczego szuka wśród internautów. Przekonuje, że choć kilka lat temu sam głosował na obecnego prezydenta Rafała Dutkiewicza, tak teraz nie szczędzi mu krytyki.

Mamy poczucie, że Wrocław stał się prywatnym folwarkiem Rafała Dutkiewicza – czytamy na wstępie do jego postulatów wyborczych.

Internauci są podzieleni. Jedni już deklarują swój głos przy urnach, inni widzą w Owczarku kapryszącego dzieciaka, żyjącego na garnuszku rodziców (Owczarek współprowadzi rodzinne biuro rachunkowe) i przez to nieznającego się na prawdziwej polityce.

Młodzi w cieniu

Politolog z UW dr Rafał Chwedoruk jest zdania, że młodych kandydatów wywodzących się z ruchów społecznych, należy traktować bardziej jako wyborcze ciekawostki niż realną konkurencję polityczną.

– Osoby te miałyby szanse, gdyby uczestniczyły w poważnych inicjatywach politycznych generowanych przez partie. Frekwencja w wyborach samorządowych jest zazwyczaj niska, a zyskują na tym partie, bo do wyborów chodzi głównie elektorat partyjny. Od kandydatów na radnych powinniśmy oczekiwać przygotowania do polityki, ale droga rekrutacyjna do polityki w Polsce jest bardzo krótka, przez co mamy tabuny polityków-celebrytów – twierdzi dr Chwedoruk.

Dodaje jednak, że sytuacja może jeszcze ulec zmianie, a aktywiści zdążą jeszcze narobić zamieszania na polskiej scenie politycznej. – Na Zachodzie np. w Wiedniu czy Mexico City rosną w siłę Zieloni, co świadczy o tym, że do głosu dochodzi tam młoda klasa średnia pytająca o jakość życia. W Polsce jeszcze nie mamy tak licznej klasy średniej, która nie wyprowadza się na przedmieścia, lecz wybiera życie w centrach miast. Ale to również się zmieni i wówczas ruchy społeczne zyskają większą siłę przebicia – uważa politolog.

Ale czy hipster stanowi w ogóle materiał na samorządowca? – Obecne pokolenia młodych ludzi nie są dobrze przygotowane do takich ról, bo ich droga życiowa od początku była nastawiona na karierę w sektorze prywatnym. Dobrze się czują w sieci Internetu, ale brakuje im kompetencji do podjęcia realnej działalności społecznej – uważa dr Chwedoruk.

– Proszę porównać kompetencje Tuska, Kaczyńskiego i Millera z tymi młodszymi politykami pokroju Nowaka, Napieralskiego czy Hofmana. Widać wyraźnie, że starsi politycy mają przewagę kompetencyjną – kwituje ekspert.