Sąd uznał, że prokuratura nie uzasadniła w wystarczającym stopniu nałożenia na mojego klienta takich środków zapobiegawczych, jakie nałożono: milion złotych poręczenia, dozór policji i zatrzymanie paszportu oraz zakaz opuszczania kraju - powiedział Polskiej Agencji Prasowej obrońca Marka Falenty, mecenas Marek Małecki. Przyznał jednak, jak donosi PAP, że sędziowie uznali, że śledczy mają wystarczające dowody, które pokazują, że biznesmen mógł dopuścić się zarzucanego mu czynu. 

Adwokat podejrzanego biznesmena dodaje też, że Falenta będzie często wyjeżdżał z Polski w sprawie interesów, stawi się  jednak na każde wezwanie do prokuratury. Decyzja sądu jest całkowicie słuszna, tym bardziej, że pan Falenta wielokrotnie opuszczał kraj i musi to robić nadal, aby uchronić od szkody swoje interesy - zapewnia Małecki.

Śledczy podejrzewają, że Marek Falenta kupił taśmy z nagranymi rozmowami polityków i przekazał je tygodnikowi "Wprost". Biznesmen twierdzi, że jest niewinny, a cała sprawa to prowokacja.

CZYTAJ TAKŻE: Rozmowy Kulczyka z ministrami. Czy taśmy ze spotkań pogrążą rząd?>>>