W sezonie letnim lawinowo wzrasta liczba osób oszukanych w kantorach na wymianie walut. Proceder kwitnie w najlepsze w Krakowie.  Mechanizm działania jest prosty: na tablicy przed wejściem nieuczciwi właściciele podają zawyżone kursy, albo jedynie kurs sprzedaży. W środku na prawie niezauważalnej tablicy widać właściwe ceny. Do pierwszego cennika właściciel się nie przyznaje.

O procederze przekonała się na własnej skórze siostra pana Tadeusza, która przyjechała ze Stanów Zjednoczonych odwiedzić swojego brata. Skusiła na kurs, który zauważyła na tablicy przed wejściem do kantoru. Moja siostra zasugerowała się pierwszą ceną wynoszącą 3.09. Dopiero w trakcie wypłacania okazało się, że dolary sprzedała złotówkę taniej za każdy. Tablica, według której liczono kurs, była właściwie niezauważalna” - mówił w rozmowie z IAR pan Tadeusz z Krakowa. Właściciele kantorów pozostają bezkarni, bo większość spraw jest umarzana. Zdaniem śledczych w tym przypadku nie dochodzi do przestępstwa.

Z procederem nie radzi sobie ani policja, ani sprawujący kontrolę nad kantorami Narodowy Bank Polski. NBP nie może ustalać kursu walut w kantorach. To są przedsiębiorstwa, która zarabiają na obrocie walutą - mówi rzecznik NBP Przemysław Kuk. Do tej pory w Krakowie w sprawie oszustwa w kantorze wszczęte zostało jedno śledztwo. Zawiadomienie złożył obywatel Niemiec, który twierdzi, że oszukano go w kantorze na ulicy Szpitalnej. W tej sprawie interweniował również konsul Niemiec w Krakowie.