Jędrzej i Marek wzięli ślub. - No co, wzięliśmy ślub. Jak Polak chce, to potrafi - tłumaczą. Panowie wymyślili "Umowę Partnerską", a funkcję księdza czy urzędnika stanu cywilnego spełnił krakowski notariusz. - Zrobiliśmy to z miłości - zaznaczają.

Najpierw jednak w urzędzie stanu cywilnego poprosili o zmianę nazwiska. Jędrzej dodał do swojego nazwiska nazwisko Marka, Marek - Jędrzeja. Teraz obaj podpisują się Idziak-Sępkowski - pisze tvn24.pl. Potem umowa, którą stworzyli wspólnie - Dojrzewała w nas długie miesiące. Właściwie napisało ją życie. Ona mówi o tym co już "jest", a nie tylko o tym co "ma być". Notariusze zrobili korektę prawną. Z formalnego punktu widzenia jest to umowa cywilna – oświadczenie, które - w odróżnieniu od aktów notarialnych, mogą być wygłaszane publicznie - tłumaczą nowożeńcy. - A prawo jest takie, że każdy z umawiających może złożyć oświadczenie dowolnej treści, a więc też wyznać miłość - dodają.

Czytaj także: Bilans zysków i strat: co daje nam stały związek i jak go stworzyć?>>>

Na czterech stronach dokumentu Marek i Jędrzej zapewniali sobie wierność, solidarność, odpowiedzialność za drugą osobę. - Że nawet jeśli razem coś zepsujemy albo ustanie nasze uczucie, to zawsze będziemy sobie pomagać i kierować się wzajemną troską. O sile tego zobowiązania może świadczyć choćby to, że przyrzekliśmy sobie również pomoc w opiece nad naszymi rodzicami i innymi bliskimi jeśli ci, na starość, będą tego wymagać. Albo, że jeśli któryś popadnie w biedę materialną lub emocjonalną, drugi zagwarantuje mu przynajmniej połowę swojego majątku - wymieniają.

Nie mają dwóch małżeńskich przywilejów. Nie udało im się obejść kwestii dziedziczenia bez podatku. Więc jeśli jeden z nich umrze, drugi odziedziczy majątek, ale zapłaci od wszystkiego wysoki procent. Nie będą też mogli mieć wspólnych świadczeń, ubezpieczeń.

Rodzice na prośbę Marka i Jędrzeja zrzekli się dziedziczenia ustawowego. - A to przecież jak prawdziwe pobłogosławienie związku - mówią panowie.

No, niestety. Jest to substytut, który - mimo wszystko - jest dalece odmienny od związku małżeńskiego - komentuje w tvn24.pl Krzysztof Mitoraj z kancelarii prawnej Budnik, Posnow i Partnerzy.