Teraz duchowny chce, aby prokuratura oddała mu te pieniądze. - Złożyliśmy zażalenie w tej sprawie - mówi pełnomocnik księdza mecenas Krzysztof Wąsowski. Prawnik uzasadnia, że duchowny nie usłyszał zarzutu przyjmowania pieniędzy.

CZYTAJ WIĘCEJ: "Fakt": Poseł Jan Bury ukrywał złoto na plebanii u proboszcza Katedry Polowej>>>

Ksiądz Robert M. usłyszał zarzut powoływania się na wpływy w instytucjach, za co miał otrzymać korzyści majątkowe. Przeszukanie potwierdziło przypuszczenia - mówi prokurator Zbigniew Jaskulski z Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie, która prowadzi sprawę. - Znaleziono między innymi poszukiwaną sztabkę złota. Jej wartość to 130 tysięcy złotych - informuje Zbigniew Jaskulski. Prokuratura utrzymuje, że sztabka złota to wynagrodzenie za załatwienie sprawy dla dwóch leżajskich biznesmenów.

Ksiądz Robert M. nie jest już duchownym ordynariatu polowego, wrócił do swojej macierzystej diecezji rzeszowskiej. W tamtejszej kurii zastanawiają się, co zrobić z księdzem. Decyzje jeszcze nie zapadły - mówi ksiądz Tomasz Nowak rzecznik tamtejszej kurii. Na razie ksiądz został skierowany do parafii świętego Rocha, gdzie pomaga w duszpasterstwie. Może jednak zostać proboszczem lub wikarym w innej parafii lub pracować w kurii.

W sprawie afery zatrzymano i postawiono zarzut korupcji dwóm przedsiębiorcom paliwowym spółki Maante. Po ich zeznaniach rozpoczęły się przeszukania u posła PSL Jana Burego, wiceministra infrastruktury Zbigniewa Rynasiewicza z PO i ks. Roberta M.