Chodzi o sprawę kamienicy przy ul. Noakowskiego, do której część praw (dokładnie 6,8 proc.) odziedziczył mąż prezydent stolicy Andrzej Waltz.

Ta sprawa wraca niczym bumerang przed każdymi wyborami - mówiła prezydent Warszawy w "Sygnałach Dnia". - Insynuuje się, że byłam sędzią we własnej sprawie. Ja wtedy pracowałam w Londynie. A przecież to administracja Lecha Kaczyńskiego zwróciła tę kamienicę w postępowaniu spadkowym w 2003 roku. Nie dopatrzono się wtedy żadnych nieprawidłowości - wyjaśniała.

ZOBACZ TAKŻE: Gronkiewicz-Waltz: To będzie moja ostatnia kadencja>>>

Gronkiewicz-Waltz zapowiedziała, że wystąpi na drogę sądową przeciwko tygodnikowi, który opisał tę sprawę. - W tej chwili pisze się pozew. Zamiast dyskutować o przyszłości Warszawy próbuje się mnie ciągnąć za nogi sprawą, która była załatwiona za czasów prezydentury w Warszawie Lecha Kaczyńskiego - dodała.

Według tygodnika "w Sieci" wuj Waltza odkupił prawa do budynku od oszusta, który sfałszował akty notarialne poświadczające zrzeczenie się praw do nieruchomości przez prawowitych właścicieli na kilka dni przed wybuchem wojny. Fałszerz został potem za to skazany na osiem lat więzienia wskutek starań wdowy po prawowitym właścicielu, która przeżyła wojnę. CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT>>>