Nie wiadomo jednak, czy będzie to możliwe. Adaś ma zapalenie płuc, muszą się też wygoić rany pooperacyjne i obrażenia, jakich doznał w czasie reanimacji. Gość Jedynki podkreślił, że rehabilitacja chłopca potrwa wiele miesięcy. Musi przede wszystkim dużo przebywać z rodzicami i z nimi rozmawiać. 

Profesor powiedział, że nie lubi, gdy nazywa się go cudotwórcą. Wolimy, żeby mówiono o nas jako o rzetelnych lekarzach - powiedział

Skalski przyznając jednak, ze uważa uratowanie Adasia za cud. Na świecie nie było dotąd przypadku, w którym udałoby się ożywić pacjenta z tak niską temperaturą ciała. Choć dziecko długo przebywało na mrozie, to nie doznało odmrożeń. Gość Jedynki powiedział jednak, że lekarze nie czynią cudów, a jedynie mogą być ich świadkami.

CZYTAJ WIĘCEJ: Wychłodzenie na mrozie. Jakie są szanse na ratunek?>>>

Profesor Skalski podkreślił, że ratowanie Adasia było majstersztykiem wszystkich zaangażowanych instytucji. Najpierw odpowiednio zachował się policjant, który znalazł wychłodzonego chłopca, później przewieziono go karetką do szpitala cały czas reanimując, dzięki czemu jego stan się nie pogorszył. Adaś trafił na blok operacyjny, gdzie podłączono go do aparatury, która pozwoliła podtrzymać temperaturę ciała. Profesor podkreślił, że choć Adaś nie dawał znaków życia, to ludzie, którzy mu pomagali, wierzyli, iż uda się go uratować. Dziecko było wychłodzone przez siedem godzin, a krążenie krwi u niego ustało. 

Gość Jedynki powiedział, że w Małopolsce istnieje sprawnie działający system leczenia ludzi z wychłodzeniem. Wszystkie dzieci w takim stanie trafiają do szpitala w Prokocimiu, gdzie wykonuje się operacje serca z wychłodzeniem układu krwionośnego. 

Profesor dodał, że w szpitalu był dziś Mikołaj, który odwiedził Adasia i wszystkich małych pacjentów. Często są to noworodki i niemowlęta. Leczymy te dzieci, aby mogły się przekonać, co przynosi święty Mikołaj - powiedział profesor Janusz Skalski.