Z sondy przeprowadzonej przez dziennik.pl wśród rodziców dziewięciolatków wynika, że nie ma wypracowanej jednej tradycji. Co szkoła, to inna moda.

Gdy rodzice z jednej z warszawskich parafii zapytali siostry, która przygotowywała ich dzieci do komunii, co by chciała otrzymać, najpierw mówiła, że nic. A potem przyznała, że chciałaby dostać perfumy od Armaniego, bo jak tłumaczyła - własnych pieniędzy na takie wydatki nie ma i mieć nie będzie.

Takich przykładów gratyfikacji jest więcej. Jeden z księży, zapytany przez rodziców poprosił o filmową sagę „Władcy Pierścieni na DVD”. Całość kosztowała 400 zł z dodatkami.

Rodzice z podwarszawskiej parafii na prośbę księdza złożyli się z kolei na nową sutannę. - To biedna parafia - przyznają nasi rozmówcy. Inni kupili księdzu voucher na kielichy do kościoła, jeszcze inni składali się na konfesjonał.

Najczęściej prezentową spiralę nakręcają sami rodzice. W jednej ze szkół planowano najpierw kupić gitarę, ale gdy padały propozycje, by zebrać na laptopa, część rodziców zaprotestowała. Skończyło się skromnie, na kwiatach i monstrancji dla księdza.

- My złożyliśmy się po 30 zł i daliśmy księdzu pieniądze. Mógł je przeznaczyć na kościół – opowiada inna matka.

Oprócz prezentów w parafiach funkcjonuje też inna tradycja, powiązana z koniecznością poniesienia dodatkowych kosztów przez rodziców. Chodzi o tzw. wkupne, jak nazwali to rodzice. Chodzi o to, że dziecko, które chce przystąpić do komunii razem z kolegami z klasy - a nie w swojej parafii, potrzebuje zaświadczenia. Rodzice, z którymi rozmawialiśmy, płacili za takie zaświadczenia 80 złotych.

Płaciła połowa klasy mojego syna, bo wszyscy wybrali by dzieci razem poszły do jednego kościoła, tego blisko domu. Oficjalnie było to rachunek za zaświadczenie dla innej parafii - mówi jeden z rodziców.

Większość naszych rozmówców do pomysłu komunijnych prezentów dla księży podchodzi sceptycznie. Pamiętają, że za ich czasów, takiej tradycji nie było. - To niby nasza inicjatywa, ale tą "tradycję" zapoczątkowali rodzice poprzednich roczników - tłumaczy mama ucznia ze Szkoły Podstawowej nr 202 w Warszawie.

Dla uboższych rodzin to dodatkowe obciążenie, bo komunijne wydatki i tak są wysokie. Oni uważają, że prezenty powinny być bardziej symboliczne.