Mateusz – wysoki, samotny, uśmiechnięty. Ma 28 lat, dużo lalek i puzzli z księżniczkami. Różowe koce i śpiewające maskotki, planszówki i kredki – na 12m2 jego pokoju wszystko musi mieć swoje miejsce, żeby się zmieścić. Jeszcze 2 miesiące temu spał w poprzek łóżka, w nogach swoich 3 córeczek: Hani (3,5 roku), Mai (5 lat) i Niny (8 lat). Dzielili 2 kołdry. Dziś na noc rozkłada na podłodze materac, a dziewczynki prostują nogi na piętrowym łóżku. Już nie budzi ich, wracając z pracy o 23:00. W dzień wolny do snu szykują się razem. Maja wchodzi tacie na głowę, Hania szczypie w policzek i łaskocze, tylko Nina – najpoważniejsza – czyta bajkę. 

Odkąd mają łóżko, Mateusz wierzy, że będzie już tylko lepiej. Czeka go ostatnia sprawa w sądzie o najmłodszą Hanię i rozwód z żoną. A potem chciałby na nowo się usamodzielnić. Choć pracuje na cały etat, na życie zostaje 150 zł na osobę. Nie stać ich na własny kąt. Mieszkają w domu partnera jego mamy. - Gdyby nie ich wsparcie, dziewczynki trafiłyby do domu dziecka. Nie mielibyśmy się gdzie podziać - mówi. 

Najgorszy dzień

- Dziś jest najgorszy dzień w roku, jedziemy do mamy – powiedziała Nina do babci. Z mamą widzą się średnio 2 razy w roku, raz w miesiącu rozmawiają przez telefon. Czasem w słuchawce usłyszą "kocham cię", ale gdy w dniu swoich urodzin Maja czekała na jej życzenia, telefon nie zadzwonił.

Początki Mateusz wspomina bardzo dobrze. Mieszkali w Warszawie, on pracował w dobrej restauracji, nieźle zarabiał. Na świat przychodziły kolejne córeczki. Po narodzinach trzeciej, żona znalazła sobie innego mężczyznę. Mateusz musiał się wyprowadzić, zamieszkał razem ze swoją mamą w domu jej partnera pod Warszawą. Gdy dowiedział się, że żona zaniedbuje dzieci, zostawia je same bez opieki, nie zaprowadza do szkoły i pozwala, by chodziły głodne, postanowił walczyć o nie w sądzie. Dziś córki mieszkają już z nim.

Dwie zmiany

Gdy Mateusz został samotnym ojcem, musiał przeorganizować swoje życie. Na początku rozłożył ręce i pomyślał: "O rany, jak my sobie poradzimy?". A druga myśl: "No dobra, dasz radę, najważniejsze, że jesteśmy razem". Dzięki pomocy jego mamy w opiece nad dziewczynkami, nadal może pracować na pełen etat. Ale musiał zmienić pracę – z tej lepiej płatnej w Warszawie, na gorzej płatną w lokalnym sklepie. Przy dziewczynkach są dwie zmiany: poranna i wieczorna. Poranną ma Mateusz. Wstaje o 6:30, budzi córki, myje, ubiera, podaje śniadanie, zmywa, zaprowadza do szkoły i przedszkola. Do pracy idzie na 14, wraca o 23, kiedy dzieci już śpią. Popołudniową ma babcia. Żeby odebrać dziewczynki ze szkoły i zajmować się nimi popołudniami, chodzi do pracy w hurtowni na 5:30.

O czym marzy Mateusz? O dobrej przyszłości dla córek. I żeby nigdy nie odczuły braku matki. Najpierw chce się ponownie usamodzielnić, znaleźć lepiej płatną pracę – ale w ich okolicy o to ciężko. Chciałby wynająć mieszkanie, w którym dziewczynki miałyby swój kąt, trochę intymności. – Jestem dobrej myśli, dla nich daje z siebie wszystko. Małymi krokami znowu staniemy na własnych nogach – podsumowuje.

Łóżko, które dało nadzieję

Do Mateusza i jego córek dotarły wolontariuszki SZLACHETNEJ PACZKI. Mężczyzna zaimponował im swoją postawą. Mimo trudnych przejść, rozpadu rodziny i kłopotów finansowych, robi wszystko, by jego córki miały normalne, szczęśliwe dzieciństwo. Oprócz zimowych ubrań, żywności i zabawek dla dziewczynek, w paczce znalazło się wymarzone piętrowe łóżko.

Dziewczynki cieszyły się z odwiedzin wolontariuszek, z tylu prezentów, z tego, że ktoś je dostrzegł. Hania powiedziała: „Tato ta pani jest ładna, może zostanie naszą mamą?”. Dla Mateusza to było trudne, nigdy nie prosił o pomoc, nie był w takiej sytuacji. Wolałby sam pomagać, niż pomoc otrzymywać. Ale paczka to była też ogromna ulga, z dnia na dzień mógł przestać myśleć o tym jak zorganizować najpotrzebniejsze rzeczy t.j. buty, rękawiczki i kurtki na zimę dla dzieci. Teraz mogą wychodzić na zimowe spacery i razem lepić bałwana.

Pobawimy się?

- Tata bawimy się w chowanego? – spośród wysokich trzcin ledwo wystaje kolorowy pompon Mai. Tatuś złap mnie! – śmieje się Hania, biegając wokół Mateusza. – Tatku, chodźmy nad jezioro – podskakuje Nina, trzymając w gotowości gałązkę do rysowania na lodzie. Mają dużo do zrobienia w to sobotnie przedpołudnie, ale takie właśnie Mateusz lubi najbardziej.

Jeden procent, który zmienia  świat

Takie i inne historie dzieją się dzięki wsparciu dobroczyńców, którzy co roku przekazują dla SZLACHETNEJ PACZKI swój 1%. Dzięki niemu wolontariusze docierają do rodzin w potrzebie, którym Paczka pomaga walczyć z bezsilnością. W XIV edycji projekt objął pomocą 19 580 potrzebujących rodzin.